Do sanatoriów nie docierają tysiące osób, które wcześniej otrzymały skierowanie na leczenie. Problem tzw. niedojazdów przybrał w tym roku na sile. Z danych Narodowego Fundusz Zdrowia (NFZ) wynika, że tylko w pierwszej połowie 2026 r. niezrealizowane świadczenia były warte ponad 75,5 mln zł.
Od stycznia do końca czerwca nie wykorzystano blisko 12 tys. skierowań. Stanowiło to 5,49 proc. wszystkich zakontraktowanych w tym czasie świadczeń uzdrowiskowych. Rok wcześniej wartość niewykorzystanych świadczeń wyniosła 52,6 mln zł, a w 2024 r. – 55,7 mln zł.
– W pierwszym półroczu 2026 r. odnotowano łącznie 1 174 niedojazdy lub niezrealizowane skierowania NFZ. Wartość przypisana tym niedojazdom, liczona jako wartość czasowo niezrealizowanych świadczeń, wyniosła łącznie kilka milionów złotych – przekazał, cytowany przez WP Finanse, Łukasz Kocur z Polskiej Grupy Uzdrowisk.
Nie chodzi tylko o pieniądze
Dla sanatoriów problem zaczyna się w momencie, gdy przygotowane miejsce pozostaje puste. Placówka musi wcześniej zaplanować pobyt, personel i zaplecze, a nagła nieobecność pacjenta utrudnia wykorzystanie całej dostępnej bazy.
„Niedojazdy” nie oznaczają przy tym, że każdy pacjent świadomie rezygnuje z leczenia. Powody bywają bardzo różne. Wśród wskazywanych przez resort zdrowia znalazły się m.in.:
- niedogodny termin lub lokalizacja,
- brak dogodnego dojazdu,
- konieczność opieki nad bliskimi,
- względy finansowe,
- wcześniejsze plany urlopowe,
- obawy przed wyjazdem w okresie zimowym.
Część pacjentów próbuje więc dopasować termin pobytu do swojej sytuacji rodzinnej czy zawodowej. Problem w tym, że skierowanie na leczenie uzdrowiskowe wynika przede wszystkim ze wskazań medycznych, a nie z preferowanego miejsca czy terminu wyjazdu.
Ma być obowiązkowe potwierdzenie
Ministerstwo Zdrowia i NFZ analizują obecnie sposoby ograniczenia liczby nieodwołanych wyjazdów. Jednym z pomysłów jest wprowadzenie obowiązku potwierdzania przez pacjenta, że zamierza pojawić się na turnusie.
Plan zakłada, że sanatorium przypominałoby o wyjeździe 30 dni przed jego rozpoczęciem. Pacjent miałby natomiast potwierdzić swój przyjazd najpóźniej 21 dni przed turnusem. Zwolnione miejsce można byłoby wtedy przekazać kolejnej osobie oczekującej na leczenie.
Rozważane jest także przekazywanie aktualnego numeru telefonu i adresu e-mail. Ułatwiłoby to kontakt z kuracjuszem, a w przypadku rezygnacji pozwoliłoby szybciej znaleźć kogoś z listy oczekujących.
Za brak przyjazdu może być kara
Najbardziej zdecydowana propozycja zakłada wprowadzenie rocznej karencji. Osoba, która nie pojawi się na turnusie i wcześniej nie poinformuje o tym NFZ, mogłaby przez 12 miesięcy nie mieć możliwości złożenia kolejnego skierowania na leczenie uzdrowiskowe.
– Propozycję wprowadzenia okresu karencji dla osób, które nie stawiają się na turnusie i nie informują placówki o rezygnacji, oceniamy jako rozwiązanie kierunkowo zasadne – uważa Łukasz Kocur.
Przedstawiciel Polskiej Grupy Uzdrowisk zaznacza jednak, że system powinien uwzględniać przypadki losowe i medyczne. Na razie nie ma decyzji, kiedy ewentualne zmiany mogłyby wejść w życie. NFZ nie wydał jeszcze oficjalnej opinii, a Ministerstwo Zdrowia czeka na stanowisko Funduszu.
Czytaj też:
Wyjazd do sanatorium po kilku dniach od wniosku? Tak, to możliwe Czytaj też:
Seniorka uciekła z Ciechocinka po tygodniu. Tego się nie spodziewała
