To prawdziwa plaga polskich sanatoriów. Będą kary dla kuracjuszy?

To prawdziwa plaga polskich sanatoriów. Będą kary dla kuracjuszy?

Dodano: 
Krynica-Zdrój
Krynica-Zdrój Źródło: Pexels / Aleksander Dumała
Kuracjusze masowo rezygnują z wyjazdów do sanatoriów. Uzdrowiska liczą straty i chcą zmian w systemie. Czy będą kary za „niedojazdy”?

Sanatoria w całej Polsce alarmują: problem tzw. niedojazdów staje się coraz poważniejszy. Chodzi o sytuacje, w których pacjenci nie pojawiają się na zaplanowanych turnusach, często bez wcześniejszego poinformowania placówki lub NFZ. Efekt? Puste miejsca, wielomilionowe straty i jeszcze dłuższe kolejki dla osób czekających na leczenie uzdrowiskowe. Coraz głośniej mówi się też propozycje wprowadzenia kar dla kuracjuszy, którzy bez uzasadnienia rezygnują z wyjazdu.

Ponad 108 mln zł strat w dwa lata

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) wynika, że tylko w ciągu ostatnich dwóch lat niezrealizowane skierowania do sanatoriów wygenerowały gigantyczne straty. W 2024 roku nie odbyło się ponad 7,3 tys. turnusów, a rok później ponad 6,1 tys. Łączna wartość niewykorzystanych świadczeń przekroczyła 108 mln zł.

Przedstawiciele branży uzdrowiskowej podkreślają, że problem ma charakter systemowy i dotyczy praktycznie całego kraju.

– Problem „niedojazdów” jest jednym z największych wyzwań operacyjnych i ekonomicznych, z jakimi mierzy się nasza branża. To nie jest zjawisko jednostkowe, lecz systemowe wyzwanie dotykające niemal wszystkie placówki lecznictwa uzdrowiskowego w kraju – ocenia, cytowany przez „WP Finanse”, Łukasz Kocur z Polskiej Grupy Uzdrowisk.

Same sanatoria również liczą konkretne straty. Przykładowo, Uzdrowisko Busko-Zdrój wyliczyło, że tylko od 2023 roku straciło z tego powodu ponad 3,4 mln zł. Z kolei Uzdrowisko Krynica-Żegiestów wskazuje na ponad 1,7 mln zł utraconych przychodów w ciągu trzech lat.

Kuracjusze rezygnują z błahych powodów

Choć część pacjentów rezygnuje z wyjazdu z powodów zdrowotnych lub rodzinnych, przedstawiciele branży wskazują, że wiele powodów jest znacznie mniej poważnych.

– Bo mają implant zęba, bo wyjazd do rodziny, bo komunię, bo 300 km dalej jest wojna w Ukrainie, bo jest niekorzystna pogoda – wymieniał podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Lecznictwa Uzdrowiskowego dr Jacek Gąsiorowski z Dolnego Śląska.

Eksperci podkreślają, że największym problemem są nagłe rezygnacje – często zgłaszane dzień przed rozpoczęciem turnusu albo w ogóle niezgłaszane. W praktyce oznacza to, że miejsce pozostaje puste przez pełne 21 dni, mimo że kolejki do sanatoriów są bardzo długie.

Tymczasem NFZ przypomina, że średni czas oczekiwania na leczenie uzdrowiskowe dla dorosłych wynosi obecnie około 8 miesięcy. W innych przypadkach pacjenci czekają od 3 do 6 miesięcy.

– Przy ogromnych kolejkach do sanatoriów, sytuacja, w której łóżko stoi puste z powodu błahej rezygnacji pacjenta, jest nieakceptowalna społecznie – komentuje przedstawiciel Polskiej Grupy Uzdrowisk.

Sanatoria chcą kar i nowych zasad

Coraz więcej uzdrowisk uważa, że obecny system wymaga uszczelnienia. Wśród propozycji pojawiają się zarówno rozwiązania organizacyjne, jak i sankcje dla pacjentów.

Eksperci proponują m.in.:

  • obowiązkowe potwierdzanie wyjazdu przed turnusem,
  • dynamiczne listy rezerwowe „last minute”,
  • automatyczne przypomnienia SMS,
  • centralny system zarządzania skierowaniami,
  • kaucję zwrotną lub sankcje za brak odwołania pobytu.

Najdalej idącą propozycję przedstawiła Polska Grupa Uzdrowisk.

– W przypadku nieuzasadnionego „nie dojazdu” lub rezygnacji w terminie krótszym niż np. 14 dni przed turnusem (bez ważnych przyczyn losowych lub medycznych), pacjent powinien tracić prawo do ubiegania się o kolejne skierowanie przez okres minimum 2 lat – wskazuje Łukasz Kocur.

Branża chce również zawężenia katalogu powodów uznawanych za uzasadnione rezygnacje. Zdaniem przedstawicieli uzdrowisk obecne przepisy są zbyt „miękkie”.

Czytaj też:
Trzy tygodnie leczenia bez opłat. NFZ płaci za cały pobyt

Resort zdrowia zapowiada „miękkie” rozwiązania

Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że zna skalę problemu i analizuje możliwe rozwiązania. Resort podkreśla jednak, że ewentualne zmiany powinny uwzględniać również sytuację pacjentów.

– Dlatego tak istotne jest, aby wypracować „miękkie” rozwiązania, które nie pogłębią tego problemu i nie spowodują, że pacjenci definitywnie zrezygnują z tej formy leczenia” – wskazuje ministerstwo.

Pojawia się również pomysł, by osoby pracujące mogły korzystać z leczenia uzdrowiskowego w ramach zwolnienia lekarskiego, a nie urlopu wypoczynkowego. Zdaniem branży mogłoby to ograniczyć liczbę rezygnacji wynikających ze zmiany prywatnych planów.

Jedno jest pewne – problem „niedojazdów” coraz mocniej obciąża zarówno sanatoria, jak i cały system ochrony zdrowia. A wraz z rosnącymi kolejkami presja na zmiany będzie tylko rosła.

Czytaj też:
Sanatorium bez czekania? Jest na to sposób

Źródło: Infotuba.pl / WP Finanse