W 2026 roku prawo jazdy posiada ponad połowa dorosłych Polaków – około 58 proc. społeczeństwa deklaruje posiadanie tego dokumentu. Dominującą kategorią jest kategoria B, którą ma 99 proc. kierowców. Kara za jazdę bez uprawnień od marca 2026 roku wynosi od 1500 zł do nawet 30 000 zł grzywny oraz sądowy zakaz prowadzenia pojazdów.
Średnio egzamin na prawo jazdy zdaje się obecnie po około 2,5 próbie. Egzamin państwowy na prawo jazdy w Polsce składa się z dwóch części: teoretycznej oraz praktycznej. Zmiany szykują się w obu elementach.
Prawo jazdy na nowych zasadach. „Głębokie zmiany”
Test wiedzy sprawdza znajomość przepisów ruchu drogowego oraz zasad bezpieczeństwa. Po nim kandydat przystępuje do egzaminu praktycznego, który rozpoczyna się na placu manewrowym. Zdający wykonuje m.in. jazdę po łuku, ruszanie pod górę czy przygotowanie pojazdu do jazdy. Dopiero po zaliczeniu tej części egzamin przenosi się na ulice miast.
– Muszą nastąpić zmiany w systemie egzaminowania i szkolenia kierowców. Przygotowujemy się do tego, mam przygotowaną ustawę, w szczegółach ją zaprezentuje pan minister Stanisław Bukowiec, który jest odpowiedzialny za ten obszar Ministerstwa Infrastruktury – mówił w RMF FM minister infrastruktury Dariusz Klimczak.
Podkreślił, że „zmiany będą głębokie” zarówno w systemie egzaminowania, jak i szkolenia kierowców. Zakładają przeniesienie większości zadań do rzeczywistego ruchu drogowego. Oznacza to większy nacisk na praktyczne umiejętności – parkowanie czy zawracanie mają być oceniane w realnych warunkach, a nie na wyznaczonym placu.
Sztuczne pytania na prawo jazdy wylecą
W wielu krajach Europy egzamin praktyczny odbywa się niemal wyłącznie w ruchu drogowym, a Polska należy do nielicznych krajów w Europie, gdzie plac manewrowy wciąż jest standardem. – Większość ekspertów twierdzi, że to jest relikt przeszłości i my przychylamy się do ich zdania – argumentuje minister Klimczak.
Egzamin praktyczny tez przejdzie zmiany. – Pytania nie odzwierciedlają rzeczywistości drogowej, są sztuczne. Egzamin na prawo jazdy, czy to kategoria B, czy jakakolwiek inna, musi odpowiadać rzeczywistości, która funkcjonuje na drodze. To nie mogą być jakieś sztuczne pytania teoretyczne, które bardziej dotyczą silnika albo pracy administracji, niż bezpiecznego poruszania się na drodze i świadomego uczestnictwa w ruchu drogowym. Na tym nam najbardziej zależy – wyjaśnił Klimczak.
Dodatkowo możliwe jest wprowadzeniem testu percepcji ryzyka. To rozwiązanie stosowane już w wielu krajach unijnych. Kandydaci analizują sytuacje drogowe na symulatorach i reagują na potencjalne zagrożenia.
Czytaj też:
Zmiany w rejestracji aut. Czego się spodziewać?Czytaj też:
Wyjazd na Wielkanoc. Ile w końcu zapłacimy za paliwo?
