Coraz więcej gmin rozpoczyna intensywne kontrole instalacji sanitarnych na posesjach. W centrum uwagi znalazły się rynny oraz sposób odprowadzania wody deszczowej.
Urzędnicy i spółki wodociągowe wykorzystują tzw. kontrolę dymną, aby sprawdzić, czy właściciele nieruchomości nie podłączają nielegalnie odpływów do kanalizacji sanitarnej.
Kontrola dymna wykrywa nielegalne rynny
Metoda zadymiania kanalizacji uznawana jest za jedną z najskuteczniejszych i jednocześnie bezpiecznych technik kontroli. Do rur wtłaczany jest biały, gęsty, ale nietoksyczny dym. Jeśli instalacja jest szczelna i prawidłowo wykonana – pozostaje on w systemie. W przeciwnym razie szybko wydostaje się na powierzchnię.
To właśnie w takich sytuacjach kontrola dymna ujawnia problem. Dym może pojawić się m.in. w rynnach, kratkach ściekowych czy na podwórkach, co jednoznacznie wskazuje na nieprawidłowe podłączenie. W ten sposób identyfikowane są tzw. nielegalne rynny, które odprowadzają deszczówkę do kanalizacji przeznaczonej wyłącznie dla ścieków bytowych.
Dlaczego to poważny problem?
Eksperci podkreślają, że kanalizacja sanitarna nie jest przystosowana do odbioru dużych ilości wody opadowej. Podczas intensywnych opadów może dojść do przeciążenia systemu, co niesie realne zagrożenia:
- cofanie się ścieków i zalewanie piwnic,
- uszkodzenia infrastruktury oraz wybijanie studzienek.
Nieprawidłowości tego typu wychodzą na jaw szczególnie podczas ulew lub powodzi. W takich momentach nadmiar wody trafiający do niewłaściwej sieci może sparaliżować jej działanie.
Czytaj też:
Wchodzą na działki i mierzą. Błąd może kosztować nawet 10 tys. zł
Kary sięgają nawet 10 tys. zł
W przypadku wykrycia nieprawidłowego podłączenia właściciel nieruchomości otrzymuje nakaz jego usunięcia. Ignorowanie zaleceń może jednak słono kosztować. Za nielegalne rynny grozi kara finansowa sięgająca nawet 10 tys. zł, a w skrajnych przypadkach także inne konsekwencje prawne.
Specjaliści przypominają, że prawidłowe rozwiązania są dostępne i coraz częściej promowane. Właściciele mogą:
- odprowadzać wodę do kanalizacji deszczowej (jeśli istnieje),
- zagospodarować ją na działce, np. w zbiornikach retencyjnych.
Samorządy podkreślają, że działania kontrolne mają na celu nie tylko egzekwowanie przepisów, ale przede wszystkim ochronę mieszkańców i infrastruktury. Każde nielegalne podłączenie zwiększa ryzyko awarii, której skutki mogą być kosztowne dla całej okolicy.
Czytaj też:
Masz donice przed płotem? Za to grozi nawet 1000 zł kary
