Polski system emerytalny jest nielogiczny. Co jest do szybkiej zmiany?

Polski system emerytalny jest nielogiczny. Co jest do szybkiej zmiany?

Dodano: 
Posegregowane banknoty
Posegregowane banknoty Źródło: Jowita Flankowska
Czysto teoretycznie, im dłużej i więcej dana osoba wpłaci do ZUS, tym wyższego świadczenia powinna móc oczekiwać, prawda? A wcale tak nie jest. Na ostatniej prostej system podstawia nogę.

Życie na emeryturze nie jest w Polsce proste. Wydatki w tym okresie życia nie są wbrew pozorom mniejsze, tylko większe, a emerytura nie przypomina ostatniej pensji – jest tylko jej ułamkiem. Obecnie to około 45 proc. ostatniej pensji, ale w miarę upływu lat ta kwota zmniejszy się nawet poniżej 25 proc.

Co roku więcej trzeba zapłacić za czynsz, zakupy spożywcze, leki i za lekarza. Oszczędności są więc pozorne. Tak jak pozorne jest oczekiwanie, że im ktoś dłużej pracuje i wpłaca składki do ZUS, tym więcej dostanie.

Tablice trwania życia mieszają w systemie emerytalnym

GUS co roku aktualizuje tablice średniego dalszego trwania życia. Dzięki tym informacjom ZUS wie, ile dana osoba statystycznie jeszcze pożyje. W 2026 roku obowiązuje taki przelicznik – osoba w wieku 30 lat ma przed sobą 536,6 miesięcy życia. 60 – latek ma do przeżycia według GUS jeszcze 268,9 miesięcy, a 65 – latek – 222,7 miesięcy.

Dla porównania, w poprzednim okresie (kwiecień 2025 – marzec 2026) szacowany czas dla 60-latków wynosił 266,4 miesięcy, a dla 65-latków 220,8 miesięcy. To niemal dwa miesiące więcej dla 65- latków i 2,5 miesiąca dla 60 – latków.

Te wartości są nieustanie podnoszone, co sprawia, że zgromadzony w ZUS kapitał jest dzielony na coraz więcej miesięcy, co sprawia, że pojedyncza emerytura w rezultacie jest coraz mniejsza. Co więcej, osoba, która przejdzie na emeryturę przed ogłoszeniem przez GUS nowych tablic, a ma taki sam zgromadzony w ZUS kapitał, otrzyma wyższe świadczenie niż ci, którzy złożą wniosek po oficjalnej informacji z GUS.

System emerytalny – o dziwo – faworyzuje czasami kobiety

Ekspert Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej Tomasz Lasocki na łamach portalu biznes.interia.pl zwrócił uwagę na jeszcze jedną systemowa nielogiczność emerytalną.

– Mamy dziś w mechanizm, który odwraca jego podstawowe założenia. W przypadku większości kobiet, które przechodzą na emeryturę od razu po nabyciu praw, czyli w wieku 60 lat, po ukończeniu 65 lat ich emerytura jest przeliczana tak, jakby wcześniej nie była pobierana. Innymi słowy – system „zapomina”, że ktoś przez kilka lat korzystał już ze świadczenia, co ma wpływ na wysokość świadczenia.

Sprawa dotyczy kobiet, które zdecydowały się zbierać prywatne oszczędności w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Wynika to z mechanizmu przeliczania świadczeń oraz zniesienia tzw. okresowej emerytury kapitałowej, co pozwala na znacznie korzystniejsze wyliczenie kapitału początkowego przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

– To nie jest uporządkowany system, tylko zestaw rozwiązań, które się nawzajem znoszą albo osłabiają. Dlatego tu nie chodzi tylko o równość, ale o przywrócenie zasady: jeżeli ktoś pracuje dłużej i więcej odkłada, to powinien mieć wyższe świadczenie. Dzisiaj nie zawsze to działa – dodaje ekspert z Politechniki Warszawskiej.

Czytaj też:
Emerytury po tulipanach. Czego dorobili się Polacy w Holandii?
Czytaj też:
Czy kobiety w Polsce będą pracować dłużej? Padły mocne słowa o równości