Jeszcze niedawno woda była traktowana jako zasób oczywisty i łatwo dostępny. Dziś coraz częściej staje się przedmiotem sporów, kontroli i nielegalnego poboru. Wraz z nasilającą się suszą i zmianami klimatu rośnie liczba przypadków, w których woda jest pozyskiwana poza systemem i bez wymaganych zgód.
Problem nie dotyczy już wyłącznie pojedynczych gospodarstw domowych. W niektórych regionach skala nielegalnego poboru ma być tak duża, że znacząco zaburza oficjalne statystyki zużycia.
Rosnąca „szara strefa” pod ziemią
Z danych wynika, że od początku 2025 roku do maja 2026 roku służby wodne wydały ponad 6,5 tys. decyzji i nałożyły ponad 14 mln zł kar za nielegalne korzystanie z zasobów wodnych. To pokazuje, że skala zjawiska rośnie i zaczyna przypominać dobrze zorganizowaną szarą strefę.
Nielegalny pobór wody nie ogranicza się już do podlewania przydomowego ogródka. Coraz częściej dotyczy także:
- rolnictwa w okresach suszy,
- myjni samochodowych,
- zakładów produkcyjnych,
- prywatnych stawów i inwestycji.
W wielu przypadkach w grę wchodzi pobór z głębokich odwiertów, który wykracza poza dopuszczalne normy.
Głębokie odwierty i ryzyko dla zasobów
Zgodnie z przepisami, bez specjalnego pozwolenia można wykonać studnię do 30 metrów głębokości i pobierać do 5 m³ wody dziennie. Problem pojawia się, gdy odwierty są znacznie głębsze, a ilość pobieranej wody wielokrotnie przekracza limity.
Takie działania mogą naruszać głębsze warstwy wodonośne, które pełnią funkcję strategicznych rezerw wody pitnej. Ich odbudowa – jak ostrzegają eksperci – może trwać nawet kilkadziesiąt lat, co czyni problem wyjątkowo poważnym z punktu widzenia bezpieczeństwa wodnego.
Susza napędza nielegalne działania
Coraz częściej to nie chęć oszczędności, a presja czasu i warunki pogodowe popychają ludzi do ryzykownych decyzji. Rolnicy i przedsiębiorcy zwracają uwagę, że procedury uzyskania pozwoleń są zbyt długie w stosunku do realnych potrzeb.
Gdy uprawy wysychają, a decyzja administracyjna może być wydawana miesiącami, część osób decyduje się na działanie poza prawem. W wielu gminach wprowadzane są nawet czasowe zakazy podlewania ogrodów czy napełniania zbiorników, co tylko podkreśla skalę problemu.
Czytaj też:
Zbieranie deszczówki wraca do łask. Można sporo zaoszczędzić
Kontrole to za mało?
Eksperci wskazują, że same kary finansowe nie rozwiążą problemu. Kluczowe mają być dwa elementy: skuteczniejsze kontrole oraz uproszczenie procedur legalnego dostępu do wody.
Bez tego – jak podkreślają – zjawisko nielegalnego poboru może się dalej rozwijać wraz z kolejnymi falami suszy. Woda, która kiedyś była zasobem naturalnym i niekontrowanym, coraz częściej staje się dobrem wymagającym ochrony i ścisłego nadzoru.
Czytaj też:
Beton na posesji może sporo kosztować. Gminy naliczają opłatę za każdy metr
