Podczas gdy cała Polska „umierała” z gorąca i afrykańskich upałów, jakie zafundowała nam pogoda w pierwszy weekend wakacji, najpiękniejsza z polskich pszczół najwyraźniej nie mogła wymarzyć sobie lepszych warunków. Zadrzechnia fioletowa, nazywana czarną pszczołą, ponownie pojawiła się w jednym z ogrodów we Wrześni. Jeszcze kilkanaście lat temu uznawano ją za gatunek praktycznie wymarły w Polsce, dziś coraz śmielej wraca do naszych ogrodów.
To kolejna obserwacja niezwykłego owada w Wielkopolsce i zarazem sygnał, że zmiany zachodzące w przyrodzie stwarzają mu coraz lepsze warunki do życia.
Królowa wśród pszczół wraca do Polski
Jeszcze kilkanaście lat temu spotkanie zadrzechni fioletowej graniczyło z cudem. Dziś pojawia się już nie tylko na południu kraju, ale także w centralnej i zachodniej Polsce. Zdaniem przyrodników to efekt kilku nakładających się zjawisk – cieplejszego klimatu, większej liczby słonecznych dni oraz zmiany podejścia do zakładania ogrodów.
Coraz więcej osób rezygnuje z idealnie przystrzyżonych trawników i sterylnych rabat na rzecz bardziej naturalnych przestrzeni. Pozostawione fragmenty martwego drewna, stare pnie czy bogactwo kwitnących roślin tworzą idealne warunki dla wielu gatunków zapylaczy, w tym właśnie zadrzechni.
Trudno ją pomylić z jakimkolwiek innym owadem
Zadrzechnia fioletowa robi ogromne wrażenie już przy pierwszym spotkaniu. To jedna z największych pszczół występujących w Europie.
Jej znaki rozpoznawcze to:
- długość ciała dochodząca nawet do 4 cm,
- intensywnie czarne ubarwienie,
- skrzydła mieniące się fioletowo-metalicznym połyskiem,
- gęste, ciemne owłosienie.
Choć wygląda groźnie, w rzeczywistości jest bardzo spokojna. Atakuje wyjątkowo rzadko i nie interesuje się ludźmi, o ile nie jest niepokojona.
To najlepszy dowód, że ogród żyje
Obecność czarnej pszczoły nie jest przypadkowa. Owad wybiera miejsca ciepłe, dobrze nasłonecznione i bogate w kwitnące rośliny. Równie ważne są stare drzewa, martwe drewno oraz naturalne szczeliny, w których może zakładać gniazda.
Dla właścicieli ogrodów jej pojawienie się jest dobrą wiadomością. Zadrzechnia fioletowa to cenny zapylacz, który wspiera funkcjonowanie całego ekosystemu.
Nie niszczy roślin, nie atakuje ludzi i nie zagraża uprawom. Wręcz przeciwnie – jej obecność oznacza, że natura znalazła tam miejsce, w którym po prostu dobrze się czuje.
Czytaj też:
Masz te drzewa przy domu? Uważaj, mogą ściągać szerszenie Czytaj też:
Pożerają nawet kilkadziesiąt ślimaków dziennie. Działkowicze są zachwyceni
