Jak sobie radzić z zagłuszaniem GPS przez Rosję? Pomagają hulajnogi

Jak sobie radzić z zagłuszaniem GPS przez Rosję? Pomagają hulajnogi

Dodano: 
GPS
GPS Źródło: Unsplash / Sandra Tan
To już nie jest tajemnica – Rosja systematyczne zakłóca sygnał GPS w północnej Polsce oraz nad Morzem Bałtyckim. Jak sobie z tym poradzić?

Sytuacja jest poważna. Zakłócanie sygnału GPS ma wpływ na problemy z nawigacją w powietrzu i na morzu, w sieciach telekomunikacyjnych oraz elektroenergetycznych, bo urządzenia podają nieprawidłowe dane o lokalizacji lub żadne. Zakłócanie ma też duży wpływ na działanie dronów.

Ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Giżycku wspólnie z ratownikami z Sopotu wypracowali prostą procedurę pozwalającą ocenić, czy w danym miejscu aktualnie występują zakłócenia GPS.

Rosja utrudnia życie krajom leżącym nad Bałtykiem. Testuje systemy NATO

Przeprowadzone w Polsce badania wskazują, że zakłócające działanie GPS sygnały pochodzą m.in. z rosyjskich instalacji wojskowych w obwodzie królewieckim, Okuniewie, Bałtyjsku i rejonie Sankt Petersburga, oraz z mobilnych systemów walki elektronicznej montowanych na pojazdach ciężarowych. W taki sposób Rosja analizuje satelity i testuje łączność NATO.

Kraje bałtyckie, Polska, Finlandia i Szwecja klasyfikują te działania jako element presji polityczno-militarnej, destabilizowania codziennego życia i nękania państw graniczących z Rosją. To w zasadzie otwarty front walki elektronicznej.

Z analiz Instytutu Łączności wynika, że tylko w sierpniu 2026 roku przez ponad 60 proc. czasu cywilne urządzenia nawigacyjne w Trójmieście nie działały prawidłowo. Co gorsza ma to również wpływ na pracę ratowników na Pomorzu i Mazurach, którzy korzystają z dronów w trakcie akcji poszukiwawczych na wodzie i na lądzie.

Aplikacja obsługująca elektryczne hulajnogi pomaga ratownikom. Realne lokalizacje

Metodę na sprawdzenie, czy w danym miejscu jest prawidłowy sygnał GPS, z którego można bezpiecznie skorzystać, wypracowali ratownicy z Sopotu. Podzielili się nią z kolegami z Mazur.

Zasada jest prosta i opiera się na aplikacji wypożyczalni elektrycznych hulajnóg lub rowerów działającej w okolicy. Przed startem operator dronów otwiera aplikację hulajnóg dostępną na danym terenie. Jeśli pojazdy wyświetlają się w typowych, realnych lokalizacjach, warunki do lotu uznaje się za bezpieczne.

Jeżeli postoje hulajnóg są w absurdalnych miejscach, np. na Bałtyku albo w Królewcu, może to oznaczać zakłócanie GPS i ryzyko utraty drona.

Czytaj też:
Jak się zachować w czasie ataku dronów? Tego nie rób na pewno!
Czytaj też:
Ewakuacja, ale dokąd? Szef MSWiA Marcin Kierwiński odpowiedział