Dwutlenek węgla do ceny lodówki i pralki. Ile więcej zapłacimy?

Dwutlenek węgla do ceny lodówki i pralki. Ile więcej zapłacimy?

Dodano: 
Kuchenne AGD
Kuchenne AGD Źródło: Unsplash / Evy Prentice
Ochrona konkurencji żywo interesuje producentów, ale nie kupujących. Dla nich oznacza po prostu droższe zakupy – o koszt emisji dwutlenku węgla. Co znowu podrożeje?

Unia Europejska chroni swój rynek i europejskich producentów. Dlatego powstał mechanizm CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism). Unijny „podatek węglowy”, nakłada opłaty emisyjne za wyprodukowany do atmosfery dwutlenek węgla na importowane towary z krajów, które stosują mniej rygorystyczne normy klimatyczne. Mowa o państwach nieobjętych europejskim systemem handlu emisjami.

Na razie dotyczy towarów przemysłowych, do których wykorzystuje się żelazo, stal i aluminium oraz wodór, cement, energię elektryczną i nawozy, ale w przyszłości zakres ten ma zostać rozszerzony również na pralki, lodówki i inne produkty codziennego użytku, bez których nie można się obejść.

Polska jak Unia chroni swój rynek. Import na dużą skalę

Od 1 stycznia importerzy muszą ponosić koszty emisji dwutlenku węgla związanych z produkcją niektórych towarów. Państwa członkowskie UE już uzgodniły rozszerzenie Mechanizmu Dostosowywania Cen na Granicach z Uwzględnieniem Emisji CO2 (CBAM) na kolejne produkty.

Chodzi o to, żeby przeciwdziałać zjawisku tzw. ucieczki emisji, czyli przenoszenia produkcji poza Unię Europejską do krajów o mniej restrykcyjnych przepisach środowiskowych. Komisja Europejska chce jeszcze bardziej uszczelnić system i wyeliminować istniejące luki w przepisach.

Wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta podkreślał, że CBAM to tarcza ochronna dla polskiego przemysłu, która ma na celu wyrównywać szanse między producentami w Polsce, a importerami. Przy okazji podał, że import dóbr objętych CBAM do Polski był wart w 2025 roku 40 mld zł.

Kto zapłaci za unijną politykę? Wiadomo kto – ten który kupuje

Unia Europejska planuje rozszerzyć graniczną opłatę węglową, aby pokryć nią części samochodowe, lodówki i pralki, sprzęt kuchenny i ogrodowy. Tym razem chodzi o ograniczenie ryzyka „ucieczki emisji” także w przypadku produktów przetworzonych, powstających na dalszych etapach łańcucha wartości stali i aluminium, które obecnie objęte są systemem CBAM” – napisano w projekcie wniosku Komisji Europejskiej.

Tymczasem wielu europejskich producentów od lat opiera swoje łańcuchy dostaw na tańszych surowcach i półproduktach z krajów takich jak Chiny czy Indie. Nałożenie dodatkowych opłat oznacza dla nich wyższe koszty, które wymuszą albo podniesienie cen albo przeniesienie produkcji do droższych dostawców wewnątrz Unii.

Eksperci ostrzegają, że nowy mechanizm może stać się kolejnym czynnikiem napędzającym inflację, czyli wzrost cen, bo nowe koszty producenci przerzucą po prostu na klientów. Szacuje się, że w przypadku pralki produkowanej w Unii Europejskiej, opłata wynikająca z zakupu pozwoleń na emisję w systemie ETS (który odzwierciedla mechanizm CBAM) wynosi od 7 do 11,50 euro w przeliczeniu na jedno urządzenie. To około 30 – 50 zł dodatkowego kosztu.

Wpływ podatku na ostateczną cenę w sklepach zależeć będzie od tego, w jakim stopniu zagraniczni producenci (np. z Chin) zdecydują się przerzucić te koszty na europejskich konsumentów, oraz od polityki cenowej poszczególnych sieci handlowych. Wkrótce się o tym przekonamy.

Czytaj też:
Codzienne zakupy tańsze. Polacy mogą odetchnąć z ulgą?
Czytaj też:
Skorzystać na nowym „Czystym Powietrzu”. Co się zmieni 20 lipca? Sporo