Oszczędności na wypadek wojny – jak je dobrze zabezpieczyć?

Oszczędności na wypadek wojny – jak je dobrze zabezpieczyć?

Dodano: 
Słoik z monetami
Słoik z monetami Źródło: Unsplash / Josh Appel
Rząd dał Polakom „Poradnik bezpieczeństwa”, ale nie wspomniał w nim co zrobić z oszczędnościami, żeby ich w czasie wojny nie stracić.

Do problemu odniósł się na łamach tygodnika „Newsweek” Maciej Samcik, autor bloga „Subiektywnie o finansach”.

Głowna wskazówka brzmi tak: – W trudnych czasach nie warto inwestować w rzeczy, z których nie da się szybko wyjść –przekonuje Samcik, dlatego ostrzega przed inwestycjami w zagraniczne nieruchomości ze względu na różnice w systemach prawnych i ryzyko utraty płynności.

Likwidacja części lokat, gotówka w małych nominałach

Ważnym elementem pozostanie gotówka – ale z umiarem. Ekspert odradza trzymanie bardzo dużych sum w domu. –Trzymanie miliona złotych w sejfie to nierozsądne podejście – mówi i sugeruje, by część środków przechowywać w gotówce obcej waluty, w niskich nominałach, a także w złocie.

W czasie II wojny światowej polskie banki, instytucje kredytowe i zakłady ubezpieczeniowe straciły łącznie 124 miliardy 125 milionów złotych, co trudno zignorować. Dlatego część zgromadzonych na lokatach środków warto przenieść do zagranicznych banków, np. w Niemczech, Danii czy Wielkiej Brytanii. Ekspert finansowy zaznacza jednak, że zazwyczaj wymaga to osobistej wizyty w placówce.

Sam przeniósł część inwestycji poza Polskę i nie inwestuje w polski rynek nieruchomości. - Kupowanie mieszkań w kraju przyfrontowym to ekstrawagancja. Nie rozumiem ludzi, którzy inwestują całe oszczędności w dwie kawalerki – tłumaczył na łamach „Newsweeka”.

Konfrontacja Rosji i Chin z Europą wydaje się coraz bardziej przybliżać

Polacy mają jeszcze czas na spokojne przemyślenie sytuacji i rozważne decyzje w sprawie swoich oszczędności. Ale nie można z tym zwlekać.

Na początku sierpnia 2025 roku premier Donald Tusk publicznie oświadczył, że w 2027 roku „Rosja będzie gotowa do konfrontacji z Europą”.

Rok 2027 jako termin możliwego globalnego konfliktu zbrojnego USA i Unii Europejskiej z Rosją i Chinami pojawił się w drugiej połowie lipca po konferencji obronnej w niemieckim Wiesbaden. Niemiecki dziennik „Bild” przekazał kilka dni po niej, że zdaniem naczelnego dowódcy sił NATO w Europie, generała Alexusa Grynkewicha, USA i Unia Europejska mają półtora roku na przygotowanie się do takiego konfliktu, a Pekin i Moskwa mogą uderzyć jednocześnie i w sposób skoordynowany.

Czytaj też:
Rządowy „Poradnik bezpieczeństwa” już gotowy. Dużo rodzinnego uzgadniania
Czytaj też:
Unikalna specjalizacja medyczna w opiece zdrowotnej. Niezbędna na wojnie