Kamery przy domu obserwowały za dużo. Właściciel dostał prawie 27 tys. zł kary
Prywatny monitoring ma zwiększać bezpieczeństwo domu i posesji, ale jego właściciel nie może bez ograniczeń rejestrować wszystkiego, co znajduje się w zasięgu kamer.
Przekonał się o tym właściciel nieruchomości, na którego Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) nałożył karę w wysokości 26 711 zł. Sprawa jest wyjątkowa, bo – jak podaje UODO – to pierwsza kara związana z prywatnym monitoringiem wymierzona przez prezesa urzędu.
Kamery miały obejmować drogę i sąsiednie posesje
Sprawa zaczęła się od skarg osób mieszkających w sąsiedztwie nieruchomości. Z ich relacji wynikało, że zainstalowany wokół domu system monitoringu wykraczał poza teren należący do właściciela. Kamery miały rejestrować przez całą dobę nie tylko jego posesję, lecz także fragmenty drogi publicznej i sąsiednich nieruchomości.
Szczególne wątpliwości wzbudziło ustawienie jednej z kamer. Według osób, które złożyły skargę, urządzenie było skierowane na okno toalety znajdującej się w sąsiednim budynku. UODO podjął próbę wyjaśnienia sprawy z właścicielem monitoringu, zwracając się do niego o przedstawienie stanowiska. Korespondencja była jednak dwukrotnie nieodebrana.
W tej sytuacji urząd oparł swoje ustalenia na materiale przekazanym przez skarżących oraz własnych działaniach. Uznał, że monitoring faktycznie obejmował obszary, które nie należały do właściciela systemu.
UODO nakazał zmienić sposób działania monitoringu
Pierwsza decyzja urzędu nie oznaczała konieczności całkowitego usunięcia kamer z posesji. Właściciel nieruchomości mógł nadal korzystać z monitoringu, musiał jednak zmienić jego działanie tak, aby system nie rejestrował osób i dźwięku poza obszarem własnej posesji.
Nakaz UODO dotyczył w szczególności zaprzestania przetwarzania danych obejmujących:
- wizerunek osób znajdujących się na drodze publicznej,
- wizerunek osób przebywających na sąsiednich posesjach,
- głos rejestrowany poza terenem nieruchomości właściciela kamer.
Na dostosowanie monitoringu właściciel otrzymał siedem dni od doręczenia decyzji. Nie zdecydował się również na jej zaskarżenie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Decyzja stała się więc prawomocna.
Prywatny właściciel nie może zastępować służb
W toku sprawy pojawił się jeszcze jeden ważny wątek. Właściciel nieruchomości wykorzystywał nagrania z monitoringu m.in. do inicjowania postępowań dotyczących wykroczeń. Zdaniem Prezesa UODO nie oznacza to jednak, że osoba prywatna może prowadzić monitoring obejmujący przestrzeń publiczną w celu dbania o porządek.
Urząd zwrócił uwagę, że zapewnianie porządku publicznego nie należy do zadań prywatnego właściciela nieruchomości. Nie może on więc przejmować kompetencji organów państwowych i na tej podstawie rozszerzać zasięgu swoich kamer na drogę czy cudzą posesję.
To ważny sygnał dla osób instalujących monitoring przy domu. Sam cel, jakim jest zwiększenie bezpieczeństwa nieruchomości, nie daje automatycznie prawa do rejestrowania wszystkiego, co dzieje się za ogrodzeniem.
Właściciel zignorował decyzję. Skończyło się gigantyczną karą
Po uprawomocnieniu się decyzji właściciel nieruchomości nie zastosował się do nakazu UODO. Nie zmienił sposobu działania monitoringu nawet po otrzymaniu upomnienia. Urząd wszczął więc kolejne postępowanie, tym razem dotyczące niewykonania decyzji organu nadzorczego.
Efektem jest administracyjna kara w wysokości 26 711 zł. UODO podkreśla, że jest to pierwsza taka kara Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych dotycząca prywatnego monitoringu.
Sprawa pokazuje, że kamery przy domu mogą służyć ochronie posesji, ale ich zasięg ma znaczenie. Monitoring nie powinien bez uzasadnienia obejmować drogi publicznej ani sąsiedniej nieruchomości. W przeciwnym razie właściciel systemu może narazić się nie tylko na konieczność przestawienia kamer, lecz także na poważne konsekwencje finansowe.