Obietnic wyborczych nie sposób w Polsce wyegzekwować. Wybory 2027
Politycy używają obietnic, aby skłonić Polaków do głosowania i w ten sposób zdobyć władzę. Wybory parlamentarne służą obywatelom do oceny programów partii politycznych i weryfikowania wyborczych obietnic przy urnach.
W 1996 roku Sąd Najwyższy oznajmił, że programy i hasła polityczne nie stanowią wiążących umów cywilnoprawnych ani przyrzeczeń publicznych. To tylko polityczna deklaracja woli i zamiarów, a nie zobowiązanie, które można wyegzekwować przymusem państwowym. Co to oznacza dla Polaków?
Jak rozliczyć polityków? Wiedzą i matematyką
Chociaż to na podstawie obietnic składanych w kampanii wyborczej Polacy oddają głos w wyborach, dla sądu nie spełniają one kryteriów umowy cywilnej. Innymi słowy, wyborca nie zawiera z politykiem transakcji, w której oddanie głosu jest prawnie wiążącym świadczeniem wzajemnym.
Według Konstytucji, posłowie i senatorowie sprawują mandat wolny, co oznacza, że nie są związani instrukcjami wyborców, ani nie można ich zmusić do konkretnego głosowania czy realizacji postulatów pod groźbą sankcji sądowej. Jedyną metodą rozliczania polityków z obietnic jest odpowiedzialność polityczna i społeczna. Stąd sławne „cóż szkodzi obiecać?” posła KO Przemysława Witka rzucone w 2025 roku w programie „Debata Gozdyry” w Polsat News.
Taka konstrukcja wymaga od Polaków dużej odpowiedzialności. Każde polityczne hasło trzeba rozebrać na czynniki pierwsze, ocenić i obliczyć co przyniesie w przyszłości budżetowi państwa – zysk w postaci dodatkowych środków, z których korzyści mają wszyscy Polacy, czy co gorsza tylko stratę?
Polska musi być wiarygodna. Obietnice polityków kosztują nas wszystkich
A strata może mieć różny wymiar, niekoniecznie oczywisty. Program 800+, Aktywny Rodzic, Karta Dużej Rodziny, przynoszą doraźne korzyści rodzinom, które mają dzieci, ale jednocześnie coraz bardziej zadłużają Polskę i to w wymierny sposób. Łączny dług Skarbu Państwa w 2026 roku trwale przekroczył 2 bln zł, a miesięczne tempo przyrostu zobowiązań państwa sięga dziesiątek miliardów złotych.
To nie jest abstrakcja – Polska staje się przez to coraz mniej wiarygodnym krajem i żeby ktoś chciał kupić nasze obligacje na zagranicznym rynku, czyli pożyczyć nam pieniędze, trzeba mu coraz więcej procentów obiecać.
Polskie 10 – letnie obligacje mają oprocentowanie 5,68 a szwajcarskie – 0,04 proc. To oznacza, że inwestorzy mają zaufanie do Szwajcarii, która jest bogatym krajem i swoje długi na pewno spłaci. Polska staje się coraz mniej wiarygodna. Jeżeli z budżetu państwa coraz więcej pieniędzy idzie na spłatę długów, to coraz mniej zostaje ich dla obywateli.
Nietrudno sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto pożyczać pieniądze sąsiadowi, który już ma dużo długów? Nie warto, bo ryzyko, że ich nie odda jest bardzo duże, więc jeżeli ktoś chce zaryzykować, zwykle żąda za taką pożyczkę większego procentu i dodatkowych zabezpieczeń.
Rok temu Ukraina nie spłaciła w terminie swoich długów, czyli nie wykupiła swoich obligacji za 665 mln dolarów. Została oficjalnie uznana za kraj niewypłacalny. Roczne obligacje Ukrainy są oprocentowane bardzo wysoko – na około 23 procent. A 10 – letnich obligacji już nie ma, ponieważ nikt nie chciałby ich kupić.
Zanim do urny trafi karta wyborcza, namysł dobrze jest zacząć od odpowiedzi na pytanie: czy bardziej opłaca się mieć więcej w portfelu, czy zaciągać długi? Potem już wybór ugrupowania partyjnego jest dużo prostszy.