Internet zamiast ginekologa? To ryzykowne
Jedna czwarta kobiet zamiast wizyty u ginekologa poszukuje informacji w Internecie – wynika z przeprowadzonego przez Santander Consumer Bank badania „Objawy w sieci”, zrealizowanego na potrzeby akcji „Biustowniczki”.
Niepokojące? I tak, i nie. Samo szukanie informacji nie jest przecież niczym złym. Gorzej, jeśli znalezione treści są dalekie od rzetelnych, a jeszcze gorzej – gdy zastępują wizytę lekarską.
Kobiety a sieć
Z przeprowadzonego badania wynika, że co druga Polka często lub za każdym razem sprawdza w sieci informacje na temat swoich dolegliwości. Kolejne 38 proc. robi to okazjonalnie, a jedynie 12 proc. deklaruje, że nigdy lub prawie nigdy nie korzysta z Internetu w tym celu.
– Dziś średnio co trzecia kobieta w wieku dwudziestu (33 proc.), trzydziestu (38 proc.) i czterdziestu (31 proc.) lat zamienia wizyty lekarskie na samodzielny research. Choć starsze pokolenia są w tej kwestii dużo bardziej powściągliwe (50–59 lat – 19 proc., a w grupie 60+ – 13 proc.), to ten problem również ich dotyczy – zauważa Magdalena Grzelak, rzeczniczka prasowa Santander Consumer Banku.
Dlaczego tak się dzieje?
Badane Polki najczęściej przyznają, że sięgają po porady zdrowotne w Internecie, aby szybko ocenić, czy pojawiające się objawy wymagają wizyty u lekarza – taką odpowiedź wskazało 49 proc. ankietowanych. Dla wielu z nich istotna jest także wygoda takiego rozwiązania, którą jako powód podało 38 proc. respondentek.
Kolejnym ważnym czynnikiem są koszty leczenia. Ponad jedna trzecia badanych (36 proc.) przyznaje, że szuka informacji w sieci, aby uniknąć wydatków związanych z prywatną wizytą lekarską. Dla części osób Internet staje się więc pierwszym źródłem wiedzy o zdrowiu.
Znaczenie ma również dostępność specjalistów. 31 proc. respondentek wskazuje, że powodem samodzielnego poszukiwania informacji jest długi czas oczekiwania na konsultację lekarską.
Z kolei 29 proc. ankietowanych przyznaje, że w sieci szuka przede wszystkim sposobów na radzenie sobie z dolegliwościami oraz metod ich leczenia.
„Istotnym czynnikiem pozostaje także strach przed diagnozą (25 proc.) oraz trudności w rozmowie o intymnych problemach (21 proc.). Niepokojący jest również fakt, że 1 na 5 kobiet deklaruje brak zaufania do lekarzy” – czytamy w komunikacie banku.
Informacje z sieci nie mogą zastąpić lekarza
Jak zauważa ekspertka, cyfrowe źródła mają dziś bardzo silny wpływ na decyzje zdrowotne Polek.
– To właśnie dlatego tak istotne jest wzmacnianie świadomości zdrowotnej oraz zapewnianie łatwego dostępu do badań. Pamiętajmy, że każda sytuacja, w której konsultację medyczną zastępują samodzielne wnioski, niesie ryzyko opóźnienia właściwej diagnozy i rozpoczęcia odpowiedniego leczenia – mówi Magdalena Grzelak.
Podkreśla, że samo szukanie informacji o zdrowiu ginekologicznym w sieci nie musi być niczym niepokojącym. W wielu przypadkach może stanowić pierwszy krok do lepszego zrozumienia objawów i zachęcić do konsultacji ze specjalistą.
Problem pojawia się wtedy, gdy na internetowych poradach kończy się całe działanie. W takiej sytuacji mogą one dawać jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa i opóźniać właściwą diagnozę. Tymczasem z badań wynika, że aż co czwarta Polka przyznaje, iż zamiast wizyty u ginekologa zdarza jej się polegać wyłącznie na informacjach znalezionych w sieci.