Zapytany jakiś czas temu Waldemar Pawlak czy wszedłby w koalicję z PIS gdyby ten wygrał wybory odpowiedział, że tak. Nie wzbudziło to kontrowersji ani u premiera, ani u dziennikarzy ani u opinii publicznej. Tak jakby każdy już wiedział, iż niezależnie kto wybory wygrywa to w koalicji rządowej i tak będzie PSL. Waldemar Pawlak na długo przed powstaniem w Polsce systemu partyjnego dwa i pół (i nie wiadomo czy takowy w Polsce w ogóle powstanie) stworzył już perfekcyjnie działające pół.

źródło: www.gover.pl
Z systemem dwu i pół partyjnym mamy do czynienia wtedy, gdy dwie dominujące partie polityczne nie dysponują w procesie przetargów politycznych odpowiednią większością. Dlatego przy dwóch dużych partiach występuje też trzecie, znacznie słabsze ugrupowanie. Mimo braku realnej siły, ma jednak spory wpływ na proces zawierania koalicji, ponieważ dopełnia jedną z dużych partii i w ten sposób umożliwia jej stworzenie gabinetu oraz gwarantuje sprawność głosowań podczas prac Sejmu. System dwa i pół tradycyjnie wygląda w ten sposób, iż pod jednym szyldem jest wielka rodzina partii prawicowych, w których skład wchodzą ludowcy, konserwatyści, partie agrarne monarchiści oraz wielki kapitał przemysłowy. Pod szyldem lewicowym zaś zbierają się socjaldemokraci, robotnicy, związkowcy, trockiści i anarchiści. Żadne z tych wielkich bloków, nie jest jednak w stanie samodzielnie stworzyć gabinetu i do powołania rządu potrzebny mu jest mniejszy sojusznik, owe pół, które pozwala domknąć w końcu gabinet i stworzyć większość w parlamencie. Zazwyczaj są to centryści lub liberałowie, czego klasyczny przykład mamy dzisiaj w Niemczech.
Zanim na dobre powstał u nas system dwu i pół partyjny, ba w warunkach kiedy nawet nie wiadomo czy takowy u nas zagości, mamy już pewne i zagospodarowane pół. Obecna kadencja jest już bodaj czwartą, w której PSL z sukcesem realizuje się w roli „pół”. Ktoś powie, że można by się jeszcze pokusić o definicję systemu wielopartyjnego bez dominacji żadnej partii lub systemu wielopartyjnego z dominacją jednego ugrupowania. Przecież jest jeszcze SLD. Ponadto nasze ugrupowania, ich sondaże i wzajemne sojusze nie mają charakteru tak trwałego jak np. w dojrzałych demokracjach. Jednak SLD nigdy nie odgrywało roli przystawki koalicyjnej i nawet jeśli nie ma u nas dwóch wielkich bloków, to zawsze istniało owe pół tworzone przez tą samą partię.
W jaki więc sposób Waldemar Pawlak zdołał z chłopskiego, kojarzonego z zacofanym rolnictwem ugrupowania, które lada chwila powinno zejść ze sceny, stworzyć nowoczesną, arcyskuteczną partię władzy? Jak zdołał przez tyle lat pokonywać wewnętrzną opozycję i realizować ten genialny plan w trudnych realiach polskiej polityki?
Na samym początku musiał stworzyć taką formułę dla partii, by była łatwo strawną maszynką do głosowania dla swoich przyszłych koalicjantów. Najlepiej to osiągnąć, próbując wczuć się w rolę prezesa zwycięskiego ugrupowania. Jego główną bolączką po wygranych wyborach jest zdobycie większości w Sejmie, tak by móc realizować swoje projekty. Pawlak znając z własnego doświadczenia takie sytuacje, daje ewentualnemu koalicjantowi produkt wprost idealny. Za kosztowne konfitury dla PSL, za które zwycięski prezes i tak osobiście nie płaci, dostaje sprawną maszynkę do głosowania, która nie interesuje się jego wewnętrznymi problemami i nie wtrąca sie w ideologiczne boje. Pełnienie roli obrotowego koalicjanta, wymaga niezwykłej ostrożności. Tak więc już na poziomie wyborczym PSL nie jest partią stricte rywalizacyjną. Nie podkupuje innym wyborców, nie prowadzi kampanii negatywnej, a błotem obrzuca kiedy już koniecznie. Prowadzenie spokojnej kampanii, w której się nie atakuje i nie kąsa, pozwala potem idealnie odnaleźć na poziomie parlamentarnym jako koalicjant przyjazny i niekontrowersyjny.
Co by nie powiedzieć o Waldemaru Pawlaku to za realizację celu jaki sobie wyznaczył, czyli przypomnijmy – uczynienie z PSL owe niezbędne, trwałe "pół" należy mu się polityczny Nobel. I jest politykiem europejskiego formatu w tym sensie, że prowadzi swoją partię jak sprawny menadżer. Tzn. wie, że pieniądz nie śmierdzi i nie ma ideologii a firma (partia) jest tylko po by realizować jeden cel – ma przynosić zysk. Prezes PSL z partii chłopskiej, głęboko konserwatywnej i nieufnej, uczynił ugrupowanie nota bene liberalne i totalnie bezideowe. Było to konieczne, ponieważ Stronnictwo by mogło pełnić funkcję obrotowej partii władzy musiało wyzbyć się wszelkiej ideologii a swój program światopoglądowy uczynić jak najbardziej rozmyty i ogólnikowy. Zauważmy, że PSL nie bierze udziału w żadnych sporach ideologicznych. Na dobrą sprawę Janusz Wojciechowski został usunięty właśnie dlatego, że był zbyt zideologizowany i chciał wnieść do partii wyrazisty prawicowy światopogląd. Więcej Pawlak przeprowadził partię przez próbę ognia, kiedy to Samoobrona osiągnęła oszałamiający sukces i Lepper rzucił mu rękawicę, publicznie oskarżając PSL o zdradę ideałów i odejście od chłopskich korzeni. Pojawiło się wtedy realne zagrożenie, że Samoobrona zabierze ludowcom tożsamość, przez co stracą twarz i podstawową bazę wyborczą. Wyjście PSL z tej potyczki zwycięsko dało mu ogromny atut gracza trudnego i dojrzałego.
Rola wiecznego sojusznika wymaga też opanowania do perfekcji sztuki ciągłego lawirowania pomiędzy koalicyjną lojalnością z jednej strony a odcinaniem się od niepowodzeń rządu i staniem na dystans do koalicyjnego wielkoluda z drugiej. W tym tańcu na ostrzu noża PSL również osiągnął szczyty doskonałości. Partia była kilka razy w koalicji rządowej z czego dwa razy Pierwszy Strażak pełnił rolę premiera. Czy będąc tak długi czas u steru władzy na ludowcach ciąży tak samo negatywne odium rządów jak na innych formacjach? Każda ekipa, która bezpośrednio sprawowała władze musiała potem zapłacić społecznym ostracyzmem i ciągiem niekończących się rozliczeń. W przypadku PSL takich sytuacji nie ma. Wynika to nie ze świetnie prowadzonych rządów, tylko ze świadomej strategii wizerunkowej. Bowiem kolejnym źródłem sukcesu tej partii jest przyjazne, poważne i ciepłe podejście do mediów oraz wszelkiej maści ekspertów mających wpływ na preferencje wyborcze. Przedstawiciele PSL na media nie narzekają, dziennikarzom nie złorzeczą i jak tylko mogą starają się mieć dla nich czas. Podobnie postępują w przypadku politologów, socjologów i ekspertów gospodarczych. Traktują ich poważnie i dopieszczają rozbudzone ego. Sam prezes jak tylko może uświetnia swoją osobą wszelkie możliwe konferencje i panele dyskusyjne.
Niestety to co dobre dla PSL, nie zawsze jest dobre dla Polski. Powodzenie tego ugrupowania często idzie pod prąd powodzenia reszty Polaków. Partia ta jeśli chodzi o polityczną skuteczność i strategię budowania sukcesu jest zabójczo dobra tyle, że dla ... samej siebie. Styl uprawiania polityki jest też absolutnie nie do przyjęcia. Za tak prowadzoną politykę na zachód od Odry wyborcy już dawno wysłali by ich do annałów historii. Nepotyzm, który w PSL osiągnął już realia iście afrykańskie, przestarzałe, nazbyt liczne i nieproduktywne rolnictwo, proporcjonalny system wyborczy, niepotrzebne nikomu agencje rządowe etc., to wszystko cena jaką od lat płacą Stronnictwu kolejne rządy rękoma wszystkich Polaków. W opanowanych przez siebie obszarach PSL rozdaje i zatrudnia ponad wszelki zdroworozsądkowy stan. Dla przykładu KRUS kosztuje 15 mld rocznie a Agencja Restrukturyzacji Rolnictwa w ciągu dziesięciu lat ze 110 pracowników zwiększyła zatrudnienie do 11 tys.!
Dbanie o interesy "swoich ludzi" jest związane z kolejnym nowatorskim podejściem PSLu do polityki. W sytuacji, gdy większość partii o wyborców zabiega próbując im się spodobać i dostosować swój program do ich preferencji, ludowcy wyborców sobie po prostu produkują. Robią to poprzez rozdawanie etatów i pieniędzy oraz wyszukiwanie i otaczanie socjalną opieką nisz wyborczych, które są jednocześnie jakąś grupą nacisku. W skali makro to wcale pokaźne liczby, tym bardziej, że oprócz rolników i ich rodzin doliczyć trzeba strażaków z rodzinami, hodowców, działkowców, leśników, pośredników rolnych etc. Reasumując, PSL zawiera zimny sojusz taktyczny z pewnymi grupami polegający na tym, że pomyślność materialna owych grup uzależniona jest trwania Stronnictwa przy władzy.
Ostatnie sondaże wyborcze nie są dla PSL zbyt przychylne. Jednak niejeden już raz ludowcy pokazali, że potrafią zaskoczyć i być czarnym koniem kolejnych wyborów. Tak więc los koalicyjnej reelekcji (niezależnie kto będzie zwycięzcą) wcale nie jest przesądzony. A najważniejsze, że póki co, zagrożone nie są partyjne interesy. Waldemar Pawlak stosując się do zasady swojego przyjaciela doktora Jana w myśl której duże pieniądze lubią spokój, a wielkie pieniądze lubią ciszę, po cichu i bez wielkich fanfar od lat zabezpiecza interesy swoich zastępów i jest w tym skuteczny, jak nikt inny w polskiej polityce.