Wiadomości o Korei Północnej, które okresowo zalewają światowe media, ograniczają się praktycznie, do różnych przełomów w koreańskim programie atomowym.

źródło: Wikipedia.org
Koreańskie piekłoKorea Północna to ciągle kraj, znajdujący się na światowej liście krajów "wspierających terroryzm". Katastrofalna sytuacja, komunistycznej gospodarki, od lat wywołuje przerażenie, działaczy o prawa człowieka. Zbierający ponure żniwo głód, tylko w pewnym stopniu jest zaspokajany, przez amerykańskie zapomogi. Satelitarne zdjęcia globu, z słynnym czarnym koreańskim punktem, obrazują permanentny brak energii. Co paradoksalne, jeśli już coś jest oświetlane, to billboardy ze "słońcem narodu" Kim Dzong Ilem, czy też inną propagandą sukcesu.
Masowe aresztowania, spowodowane stosowaniem "winy zbiorowej", czyli aresztowania całej rodzinny "winnego", do trzech pokoleń w obie strony, oraz najbliższych sąsiadów, skutecznie wypełniają "obozy pracy". Nieliczni uciekinierzy, donoszą o koszmarze, przechodzącym ludzkie pojęcie. To nie tylko śmierć z powodu głodu i chorób, ale również, badanie na ludziach broni chemicznej i biologicznej, (jak chociażby, ujawnione zeznania byłego komendanta obozu, który zbiegł do Korei Południowej, o testowaniu, skażonej bronią biologiczną żywności, na kobietach w ciąży). Lepiej nie próbować sobie wyobrażać, co może się dziać w bardziej wyspecjalizowanych placówkach.
Wiadomości o Korei Północnej, które okresowo zalewają światowe media, ograniczają się praktycznie, do różnych przełomów w koreańskim programie atomowym. Albo dotyczą one deklaracji o wstrzymaniu programu, albo o wznowieniu, albo o kolejnych żądaniach zapomogi gospodarczej, do amerykańskiego adwersarza, lub innego z pięciu zainteresowanych krajów.
Zabawa w political-fictionPonieważ faktycznej sytuacji, być może nie zna nikt, obserwując wydarzenia w tym azjatyckim piekle na ziemi, trzeba czasem uciekać do podpowiedzi własnej wyobraźni, bez oparcia w faktach.
Wyobraźmy sobie, że jakieś światowe mocarstwo, posiadałoby "na własność" marionetkowy kraj, jak Korea. Korea, która od Chińskiej Republiki Ludowej posiada technologię atomową i zapewne większość innych wojskowych wynalazków. O ile w czasie koreańskiej wojny poparcie było otwarte i ciężkie do ukrycia, tak dzisiaj, Kraj Środka, mocno dystansuje się od koreańskiego partnera.
Jakie można mieć korzyści z takiego kontrolowanego nieoficjalnie piekła? Można na przykład testować rakiety średniego zasięgu, zdolne przenosić głowice nuklearne, wywołując panikę u japońskiego sąsiada i zyskiwać tym samym, kolejne korzyści już na drodze tradycyjnej dyplomacji.
Można prowadzić nieskrępowane badania na ludziach. O ile w innych krajach, badania są prowadzone na zwierzętach, co nie daje tak samo rzetelnych wyników, a ewentualne wykrycie takich działań u siebie, z pewnością spotkałoby się z międzynarodową krytyką, taka sama krytyka koreańskiej marionetki, rozbija się po świecie echem bezradności.
W całym takim fikcyjnym mechanizmie, bardzo istotne jest utrzymywanie katastrofalnej sytuacji gospodarczej Korei Północnej. Jaka jest bowiem realna szansa na przywrócenie tam normalności? Wydaje się, że jedyne sensowne rozwiązanie, to połączenie z silną gospodarką Korei Południowej. Jednak dopóki Korea Północna jest gospodarczym trupem, sami Koreańczycy z południa nie zgodzą się, na poniesienie tak wysokiego kosztu. Co zresztą bardziej niż wyraźnie widać w sondażach. Wszystkim jest bardzo przykro, jednak nikt nie chce brać tego ciężaru na siebie.
Czy więc szeryf świata USA, mają rzeczywiste szanse na przeprowadzenie wyzwoleńczego ataku na koreański reżim? Wydaje się, że w jakimkolwiek wydaniu konwencjonalnej wojny, to nierealne. Załóżmy, że u koreańskich wybrzeży, na granicy z Koreą Południową i z powietrza przeprowadzony jest zmasowany atak. Istnieje spore ryzyko, że Koreańczycy wystrzelą jakąś część swojego arsenału, w stronę sojuszniczej ze Stanami Zjednoczonymi Japonii. Co więcej, niespecjalnie przejmujące się ludzkim życiem władze, mogą zastosować taktykę spalonej ziemi i zdetonować jakiś mniejszy ładunek nuklearny, aby zdmuchnąć przynajmniej część atakujących sił. Nie trzeba nikogo przekonywać, że górzysty kraj jakim jest Korea to nie jest łatwy obiekt ataku. Walki partyzanckie, mogłyby nieco przypominać te z Afganistanu, z tym, że afgańscy terroryści, nie posiadają ani broni biologicznej, ani nuklearnej.
Jeśli jakkolwiek wyobrażać sobie, że ktoś chciałby przeprowadzać zmiany w Korei Północnej, musiałoby się to udać przy udziale bardzo sprawnej agentury, tudzież wsparcia jakiejś zgniecionej opozycji. Bardzo mało prawdopodobne, bowiem jeśli działa tam jakaś sprawna agentura, to raczej ta niezainteresowana jakimikolwiek zmianami w kraju. Opozycja? Faktycznie, mówi się o północno-koreańskiej turystyce, gdzie blisko granicy, każdy za odpowiednią opłatą, może zobaczyć, odpowiednio przygotowany, kawałek tego kraju. Świadczy to o małych krokach, które mogą prowadzić do powszechniejszego otwarcia. Jednak takich kroków, musiałoby poczynionych być jeszcze bardzo wiele.
Kim Dzong Il nie będzie żył wiecznie, co potwierdzają ostatnie doniesienia prasowe o jego kłopotach zdrowotnych. Jeśli przy okazji zmiany władzy u szczytu, uda się osłabić centralną władzę, może to być początek końca Korei jaką znamy. Gorzej jeśli prawdziwe okazałyby się doniesienia, iż Kim Dzong Il już nie żyje, a zastępuje go na stanowisku, jeden z dobrze przygotowanych sobowtórów.
*tekst publikowany wcześniej na łamach innego serwisu dziennikarstwa obywatelskiego