W licznych „pitavalach” opisujących życie i obyczaje przedwojennego polskiego „półświatka” częstokroć wyczytać można o jednej z wielu zagrywek jego „przedstawicieli” stosowanych w razie tzw „wpadki”.
Otóż uciekający przed policją delikwent krzyczał na całe gardło „łap złodzieja”, Tym samym wprowadzał publikę, konkretnie przechodniów w kompletne ogłupienie, nie pozwalając zorientować się kto tu kogo naprawdę goni, co niejednokrotnie skutecznie dezorganizowało policyjny pościg.

źródło: gover.pl
Ta sama zasada i to w pełni stosowana jest przez premiera i wspierające go media, rzecz jasna na ogromną, ogólnopolską skalę w „temacie” ostatnich afer.
No bo cóż wynika z rozlicznych wypowiedzi i działań podjętych przez D. Tuska jego najwierniejszych „companieros” ? Rzecz jasna wynika to, że nieudolni, nieuczciwi a po części i skorumpowani politycy PO nie są niczemu winni, a stali się obiektem podstępnej politycznej prowokacji PIS i CBA. Po prostu premier uciekając przed osobistą polityczną odpowiedzialnością za swój własny „aferalny” rząd, którego działania co najmniej tolerował, krzyczy głośno „łap złodzieja”, wskazując jednocześnie dodatkowo kto tym „złoczyńcą” jest, co stanowi Jego ewidentny „twórczy” wkład w ten „numer”. Rzecz jasna owymi złoczyńcami są Mariusz Kamiński, CBA no i PIS.
W tym dziele ogłupiania publiki, czyli nas wszystkich ogromną rolę odgrywają „protuskowe” media, których D.Tusk nawet nie musiał odpowiednio „zadaniować”, bo ich sternicy i dziennikarze doskonale wiedzą od roku 2005, jaką „polityczno – wychowawczą robotę” mają do wykonania w takiej sytuacji.
Od pierwszego dnia „wpadki” mamy do czynienia z kampanią oszczerstw, pomówień, przemilczeń i prostackich kłamstw bezustannie „wtłaczanych” w umysły czytelników i widzów przez opisane media, rzecz jasna w celu odwrócenia uwagi od haniebnych wręcz, korupcyjno – przestępczych, a w najlepszym przypadku skrajnie nieudolnych działań najbardziej prominentnych przedstawicieli obecnej ekipy rządowej.
I niestety, z goryczą wielką stwierdzić trzeba, że ten propagandowy atak przynosi pożądane przez premiera i „Jego” media skutki.
Stosowana nagminnie w praktyce przez „Wyborczą” czy „TVN” „gebelsowska” teoria, że największe kłamstwo powtarzane dostatecznie często staje się prawdą, znalazła swoje potwierdzenie, nie pierwszy raz z resztą, w publicznym dyskursie III RP.
W tym kontekście, nie dziwi w ogóle fakt, że najważniejszym przedmiotem dyskusji nie jest moralne, polityczne i funkcjonalne dno jakie pokazali „działacze” PO, przedmiotem sporu nie jest kwestia politycznej odpowiedzialności premiera za ten stan rzeczy i sprawa podania do dymisji całego rządu, ale medialnym „jądrem” ostatnich afer jest „przestępcza” działalność Mariusza Kamińskiego i CBA. Wielce niepokojące jest to, że nawet dziennikarze nie będący na usługach D. Tuska, z zapałem omawiają „casus Kamińskiego”, a nie podjęli zasadniczego tematu, czy premier dopuszczający do takiej kompromitacji nie tylko własnego rządu ale i Państwa Polskiego nadaje się w ogóle na zajmowanie jakichkolwiek stanowisk w aparacie władzy. I nie ma w tym miejscu znaczenia z jakich pobudek działał szef CBA, ważne jest tylko , że informacje które ujawnił są prawdziwe. Ten fakt świadczy o skuteczności wspomnianej wyżej akcji propagandowej.
Jednakże najgrozniejszym w skutkach jest fakt, że D.Tusk swymi działaniami w sprawie ujawnionych afer, daje wyrazny, czytelny sygnał wszystkim funkcjonariuszom, wszelkich organów śledczych, że ze ściganiem określonej kategorii przestępców to „spokojnie i bez nadgorliwości”. Sędziowie, prokuratorzy, policjanci czy celnicy otrzymali do premiera jasny komunikat, że ściganie „geszefciarzy” robiących interesy z aparatem władzy i pod ten aparat „biznesowo podwiązanych” jest bardzo dużym ryzykiem dla prowadzącego
postępowanie rzecz jasna , a nie dla aferzysty.
Co oczywiste, mowa w tym miejscu nie tylko o najwyższej „warszawskiej półce”, ale także o wszelkich gminno – powiatowo – wojewódzkich interesach tego szczególnego rodzaju
Wiadomo jaki to będzie miało skutek w praktyce. Prowincjonalny śledczy którego losy nie zajmują mediów, dziesięć razy się zastanowi, czy zabrać się za jakąś aferę czy nie. Jego akurat za „ruszenie naszego” wywalą z roboty bezzwłocznie i nikt nie będzie się tym przejmował, ani nikt się za nim nie ujmie.
Nie trzeba mieć zbyt wielkiej wyobrazni, aby zrozumieć jak ogromnie społecznie destrukcyjne skutki ma opisane zachowanie premiera.
D. Tusk, ni mniej ni więcej publicznie głosi, że działający w Polsce śledczy, mają „zostawić w spokoju” ludzi z PO, czyli „naszych ludzi”, a ścigać to sobie mogą opozycję, w tym przypadku wyłącznie PIS i to metodami nie koniecznie dopuszczalnymi prawnie.Podana w nagranej przez CBA rozmowie "przedsiębiorcy" Sobiesiaka "recepta" na wrobienie niewygodnego urzędnika, w pełni zastosowana przez premiera w stosunku do Mariusza Kamińskiego, zawiera dla "tropicieli" pisowskich zbrodni wiele cennych wskazówek.
Co gorsza to nie jest pierwszy takie „przesłanie”. Pamiętać należy o „wyczynach” niejakiego Ćwiąkalskiego, który wszelkie możliwie śledztwa „mafijno – korupcyjne” skutecznie zdezorganizował, odbierając je prokuratorom od lat te sprawy prowadzącym, co zakończyło się najczęściej ich umorzeniem. Jego następca nie był lepszy, to on właśnie „wsławił” się umorzeniem w lipcu 2009 r , śledztwa w sprawie mafii paliwowej i to w tym procesowym momencie w którym postępowanie to zaczęło docierać do „centrali”, czyli głównych „bossów” całego interesu, którzy rzecz jasna nie mogliby działać na taką skalę bez wsparcia ze strony „polityczno-urzędowej” i to na najwyższych szczeblach. I działo się to za wiedzą i akceptacją szefa rządu, bo nigdzie na świecie, nawet w Polsce, umorzenie tego „kalibru” sprawy nie odbywa się bez jego zgody.
Jednym słowem Donald Tusk w „godzinie próby” nie tylko, że nie zrobił nic aby walczyć z największą patologią naszego życia publicznego, ale dodatkowo jeszcze niszcząc szefa jedynej instytucji realnie walczącej z korupcją stanął twardo po stronie tych, którzy są tejże patologii największymi beneficjentami.
Jednak najbardziej w tym wszystkim groteskowe, jest, że premier tą swoją akcję umacniania i obrony tego niewyobrażalnego polityczno – korupcyjnego bagna, przedstawia jako walkę o interes społeczny i naprawę państwa.
Natomiast za groteskę uznać nie można budzącego przerażenie faktu, że niemała cześć opinii publicznej w ten propagandowy wykręt po prostu szczerze wierzy.
W opisanej sytuacji, każdy geszefciarz w kraju robiący interesy z kim trzeba, „złapany” przez policję, czy inny organ śledczy, nie musi się o nic martwić. Po prostu napisze skargę do premiera stwierdzając ,że padł ofiarą politycznej nagonki ze strony siepaczy z PIS, dołączy rzecz jasna kopię wpłat „dobrowolnych” datków na PO czy też PSL, dodatkowo jeszcze zadzwoni do miejscowego polityka, aby skargę „popchnął” gdzie trzeba.
W gorszej procesowo sytuacji będzie natomiast śledczy prowadzący sprawę, /który rzecz jasna niejako „ex lege” działa na polityczne zlecenie PIS/, zwłaszcza jak wspomniana skarga „chwyci”. W najlepszym przypadku będzie musiał szukać innej roboty, w gorszym będzie musiał przygotować sobie tzw „niezbędnik” czyli zmianę bielizny, ręcznik, mydło, szczoteczkę do zębów i koniecznie papierosy, nawet jeżeli nie pali, bo „fajki” to pod celą jest „twarda waluta”.
centurion