Niejako przy okazji , zbliżających się obchodów rocznicy pamiętnego 4 czerwca 1989 mroku , doszło do dwóch wydarzeń które powinny stać się , a jak zwykle nie są przedmiotem dogłębnej analizy socjologicznej i politologicznej.
Pierwsze z nich to jakże wymowna ucieczka premiera z Gdańska do Krakowa, wywołana lękiem przed protestami stoczniowców, co samo w sobie jest już wielce znaczące , pupil Brukseli i Angeli , europejczyk Donald wystraszył się nadwiślańskich „moherów”
To zdarzenie stało się przyczyną drugiego jakże znamiennego propagandowego „pociągnięcia” D.Tuska, którego co prawda nie można zaliczyć do kategorii przełomowych , jednak stanowi ono pierwszy sygnał , że Premier wyraznie obawia się narastających protestów społecznych i ewentualnych określonych politycznych skutków jakie z tych protestów wyniknąć mogą.
W sobotnich i niedzielnych programach informacyjnych wyemitowano skróty jednego z licznych wystąpień Premiera poświeconych aktualnej sytuacji w kraju , w tym także kwestiom związanym z obchodami czerwcowej rocznicy.
Oglądając te relacje , każdy uważny słuchacz z rosnącym zdumieniem i z tego zdumienia przecierając oczy , nie wierząc własnym uszom usłyszał gorący , żarliwy apel D. Tuska o konieczności zakończenia , i to raz na zawsze polsko- polskiej politycznej wojny ! Momentalnie nasuwa się pytanie cóż to się stało , że premier tak „zmiękł” i to do tego stopnia. ?
Słuchając tego, jakże co do swej istoty słusznego apelu nie można oprzeć się wrażeniu , że D.Tusk zachowuje się dokładnie tak samo , jak opisywani co jakiś czas w mediach piromani , którzy najpierw podpalają dom sąsiada a potem biorą aktywny udział w gaszeniu pożaru. Do zakończenia politycznej wojny wzywa ktoś kto za fundament polityki wewnętrznej uznał zajadłe bezpardonowe zwalczanie konkurentów , wszelkimi nawet najbardziej niegodnymi środkami i maskowanie swej własnej indolencji i nieróbstwa swych partyjnych dworaków , najczęściej urojonymi przewinami politycznych przeciwników.
Do pokoju nawołuje polityk – specjalista od „dorzynania pisowskiej watahy” , człowiek który tocząc polityczną walkę nie waha się przed żadnym kłamstwem ,oszczerstwem , pomówieniem , przed najbrudniejszą nawet medialną kampanią jeżeli tylko w jego ocenie pomoże to „dorżnąć” przeciwnika. Gałązką oliwną wymachuje polityk który w pełni świadomie kreuje partyjnych pajaców i toleruje ich medialne „wyczyny” , doprowadzając / nie tylko w ten sposób/ publiczną debatę do takiego spłycenia, schamienia i prymitywizacji , że przysłowiowa „pyskówka w maglu” to uczona dysputa filozofów na tematy egzystencjalne. Znak pokoju przekazuje ktoś kto nie zawahał się , wszczynać na arenie międzynarodowej wręcz karczemnych awantur wymierzonych w autorytet Prezydenta , doprowadzając do kompletnego ośmieszenia Polski jako państwa i zupełnego podważenia Jej roli jako suwerennego podmiotu. Do pojednania wzywa polityk który nie uważa za nic złego ścisłą współpracę z zagranicznymi mediami w „dziele „ ośmieszania , znieważania urzędującej głowy państwa i nie sądzi aby coś niestosownego było w zawieraniu przez jego partię porozumienia z niemieckimi chadekami obejmującego przede wszystkim nieustanne zwalczanie wszelkimi środkami konkurencyjnej PIS i polskiego Prezydenta.
Nie trzeba zbyt bujnej wyobrazni , aby dojść do wniosku , że ten pełen hipokryzji polityczny pacyfizm premiera , nie jest szczerym porywem serca , ani też przejawem troski o dobro kraju , ale wynika z aktualnej sytuacji która wymusza na nim zmianę medialnej maski.
Oto bowiem „Boski Donald „ pupil mediów uświadomił sobie , że także i On podlega twardym prawom „politycznego rynku” a także już wie iż stanął przed wyzwaniem wynikającym z kompletnego fiaska jego politycznych kalkulacji.
Zaplanowany , przez premiera i jego dwór spokojny „polityczny dryf” do najbliższych wyborów prezydenckich a także i parlamentarnych , wynikająca z tego faktu lokajska polityka wewnętrzna wobec magdalenkowego estabilishementu oraz równie służalcza wobec Berlina i Moskwy polityka zagraniczna , na skutek ekonomicznego i strukturalnego kryzysu UE , okazały się obecnie pułapką dla PO i jej szefa. Dodajmy pułapką którą On sam i jego partyjni akolici w pocie czoła zbudowali.
Platfomerskie elity z D. Tuskiem na czele wiedzą aż za dobrze , że utrzymujące się w sondażach poparcie dla nich wynika z wirtualnych medialnych kampanii propagandowych kreowanych przez służące im media , skutecznie ogłupiających nie małą cześć elektoratu , a nie jest ono skutkiem jakichkolwiek realnych dokonań w płaszczyznie wewnętrznej jak i zagranicznej.
Premier i inni „bossowie” PO mają świadomość faktu , że przyjęta przez nich taktyka „nic nie robienia” w obecnej sytuacji prowadzi nieuchronnie do gwałtownego zaognienia społecznych konfliktów i radykalizację szerokich mas , co raz dotkliwiej odczuwających na własnej skórze skutki ich „radosnej twórczości”. I nie dotyczy to tylko stoczniowców czy kolejarzy , w kolejce do bezrobocia czekają ci którzy stanowią „twarde jądro” elektoratu PO owi polscy „yupiess” , skala zwolnień planowanych przez banki , instytucje finansowe
oraz zagraniczne i polskie wielkie korporacje, w relacji do liczebności tej grupy społecznej jest doprawdy przerażająca.
D. Tusk czerpiący swe polityczne moce z wirtualnego świata propagandy a nie z rzeczywistych dokonań na realnym społecznym gruncie jak ognia boi się medialnych efektów pracowniczych protestów
D. Tusk nie obawia się stoczniowców czy kolejarzy bo tych spacyfikuje policyjnymi akcjami , ale lęka się jak ten obraz odbiorą jego krajowi i zagraniczni protektorzy. Jak najbardziej słuszna jest obawa premiera , że krajowi magdalenkowi oligarchowie , którzy wynieśli go do władzy i przy tej władzy utrzymują , między innymi nakazując swym mediom wierną dla PO służbę , mogą zacząć się zastanawiać , czy aby nie czas poszukać nowego reprezentanta swych interesów . Dokładnie takie same pytanie zaczną zdawać sobie Berlińscy i Moskiewscy decydenci , jeżeli stwierdzą , że D. Tusk przestał panować nad nadwiślańskim „bydłem” , co może stanowić dla ich imperialnych zamiarów istotne utrudnienie. I ta kwestia stanowi dla D. Tuska jak i PO jako partii zasadnicze zagrożenie., bo zwinięcie przez wspomnianych protektorów medialno-politycznego parasola , to nieuchronny koniec D. Tuska w polityce i rozpad jego formacji . A następcy już są ! Wielce znamienne jest to , że akurat w czasie gdy pojawiły się w mediach oznaki wskazujące na pojawienie się pierwszych napięć w idealnej jak dotąd współpracy na linii PO, premier – postkomunistyczny estabilihsment , jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
na polskiej scenie politycznej pojawił się doświadczony gracz Paweł Piskorski na czele reaktywowanego z niebytu SD ,
oferując swe usługi i głosząc w mediach , że oto „do walki o władzę jesteśmy gotowi”. Pewne jest jedno , nawet cały majątek człowieka tak zamożnego jak nowy lider SD to o wiele za mało do przeprowadzenia tak kosztownych organizacyjnych przygotowań jakie obecnie intensywnie prowadzone są „w terenie” , a jego polityczne wpływy są daleko niewystarczające do tak szybkiego opanowania istniejącej już partii nawet tak niewielkiej jak wspomniane stronnictwo.
I to jest właśnie zasadnicza i wyłączna przyczyna pokojowej oferty D. Tuska , to z tych jedynie powodów premier wymachuje oliwną gałązką bo musi wyciszyć społeczne protesty których medialny wydzwięk oznacza dla jego politycznej kariery , może nie początek końca ale koniec początku tych procesów które odeślą na karty historii poza nim samym także i jego partię
Przekazując znak pokoju D. Tusk rzecz jasna zamierza także uniemożliwić polityczne wykorzystanie społecznych protestów przez opozycyjne PIS i Prezydenta bardzo sprytnie „ustawiając” swych odwiecznych przeciwników na pozycji „warchołów” odrzucających pokojowe oferty i mącących społeczny spokój.
Jednak nie należy sądzić aby nawet sam D. Tusk liczył na skuteczność tej zagrywki.
Ci którzy obecnie „podnoszą głowy” to lekceważony , znienawidzony i obdarzany pogardą przez premiera i jego środowisko tłum „moherów”/ czyli większość społeczeństwa/ który akurat jest świadom tych wobec siebie uczuć platfromerskich elit i nie poddaje się chłopięcemu urokowi D. Tuska , a także jest raczej odporny na wszelkie propagandowe kłamstwa służących mu mediów.
Co istotne , a dla premiera i PO niezwykle grozne jest to , że znaczną część tego „tłumu” stanowią ludzie tworzący milcząca większość najczęściej nie uczestniczący w żadnych wyborach. D. Tusk swym zadufaniem i płynącą z tego faktu polityczną głupotą doprowadził do obudzenia „śpiącego olbrzyma” , którego wyborczy letarg jest zasadniczym warunkiem wyborczych sukcesów PO. Wyszydzani , ośmieszani , spychani na margines , traktowani z pogardą i lekceważeniem przedstawiciele „ciemnogrodu” , zajęci swymi codziennymi sprawami ze spokojem znosili swój status „nawozu historii”.
Ale najaktywniejsza i najlepiej zorganizowana Ich grupa , nie pierwszy raz w naszej powojennej historii ,podniosła głowy i zainicjowała społeczny protest w dniu w którym zniszczono ich miejsca pracy w imię nieokreślonych i przez nikogo nie przestrzeganych „europejskich zasad” tchórzliwie poświęcając Ich własny los i los ich rodzin tylko po to aby nie utracić w politycznej walce z PIS poparcia zachodnioeuropejskich elit i brukselskich biurokratów. Pewne jest , że
to jest dopiero początek społecznych ruchów o nie dającym się przecenić politycznym znaczeniu.
I to jest zasadniczy historyczny moment i to jest chwila w której nikt nie powinien dać się nabrać na syrenie „tuskowe” śpiewy o zakończeniu polsko-polskich politycznych wojen, „strzeżcie się Tuska niosącego dar pokoju”
Bo danie Premierowi wiary będzie największym politycznym idiotyzmem godnym wpisu do księgi guinesa. Miejmy nadzieję , że istnienie politycznej „mądrości” tej miary w opozycyjnym PIS nie jest nie do pomyślenia
To właśnie teraz pojawiła się niepowtarzalna szansa aby Prezydent i PIS ze swym prezesem na czele , przełamali będące faktem wyalienowanie polskich elit politycznych poprzez pełne poparcie i polityczne wzmocnienie jakże słusznych społecznych protestów i będących ich podstawą dążeń większości Polaków aby traktowano ich jak ludzi a nie jak bezrozumne stado , aby rozmawiano z nimi jak z partnerami społecznego dialogu a nie oznajmiano pełnym poczucia wyższości i pogardy tonem „ tak musi być bo jesteście narodem idiotów i nikt nie będzie pytał się was o zdanie- Bruksela wie lepiej” .
Dla Prezydenta i Prezesa PIS to jest czas najwyższej próby bo emocjonalne i polityczne poparcie dla protestujących spowoduje początek procesu prowadzącego do odtworzenia autentycznej jakże potrzebnej więzi pomiędzy światem polityki , w tym przypadku uosabianym przez PIS i Prezydenta , a społeczeństwem. A wiez owa nie jest przecież niczym innym jak niezbędnym , koniecznym warunkiem pełnej praktycznej realizacji głoszonych i przez dwa lata realizowanych przez Nich koncepcji społecznego solidaryzmu i będzie praktycznym , czytelnym wyrazem Ich wielkiego zamiaru budowy Polski jako kraju dla wszystkich Jej obywateli a nie tylko dla wybranych. I będzie to dla Prezydenta i Prezesa swoisty „powrót do zródeł” będący niepowtarzalną szansą na nowy początek wyboistej i długiej , ale wolnej od błędów przeszłości drogi do skruszenia „plugawej skorupy” III RP poprzez wspomniane „zstąpienie do głębi” której 20 lat ogłupiającej propagandy i dwa lata politycznej „tuskowej” farsy, jak widać nie zdołało wyziębić. I najważniejsze jest to aby tej społecznej więzi nie budować poprzez zastąpienie „tuskowych” kłamstw kłamstwami „pisowskimi” ,a prowadzić bardzo trudny bo szczery dialog którego podstawą jest ujawnianie społeczeństwu prawdy nawet najbardziej brutalnej , bez względu na to jak bardzo to nie byłoby szokujące z punktu widzenia obecnie w polskiej polityce obowiązujących zasad „ rozmów z ludem”
To wielkie zadanie wymaga od obydwu polityków , a także i od PIS jako partii ogromnej odwagi i maksymalnego natężenia siły i woli , bo oznacza rzucenie wyzwania nie tylko okrągłostołowej oligarchii/ której D. Tusk i PO są od dwóch lat immanentną częścią/ ale także brukselskim , berlińskim i moskiewskim elitom. Cel jednak jest tak wielki , że wart jest wszelkiego politycznego ryzyka bo stawką jest to czy za 100 lat nie czeka nas los plemienia Prusów po których została tylko, rzadka już używana nazwa kraju i nieliczne pamiątki po muzeach.
Mieć tylko należy nadzieję , że obaj politycy a także wspierający Ich doradcy staną na wysokości zadania i nie zmarnują historycznej szansy , bo w przeciwnym wypadku spełnią się przepowiednie znanego publicysty Rafała Ziemkiewicza wieszczącego od jakiegoś czasu upadek i polityczną marginalizację PIS i jej Prezesa.
Centurion