Irak - usychająca "demokracja" na Bliskim Wschodzie?
16 lipca 2009, 18:58 Komentarzy: 3 |
Ocena: 3.60 (5 głosów)
Autor: Rafał Rozmus
Irak przebył trudną drogę od reżimu Saddama Husajna, przez amerykańską interwencję, po względnie demokratyczne wybory i ustanowienie nowej konstytucji. Czy jest szansa, żeby kontynuował drogę reform, czy wręcz przeciwnie wszystko biegnie w przeciwnym kierunku?

źródło: abc.wlodawa.pl
Od ponad 3 lat Irakiem rządzi Nuri al-Maliki, wybrany po długim i żmudnym procesie deliberacji parlamentarnych. Od ponad 4 latach Irak posiada nową, aczkolwiek powstałą w dość niesprawiedliwych okolicznościach – bo praktycznie bez udziału sunnitów - konstytucję. Wydawać by się mogło, że wszystko powinno być w porządku. Jest stabilny rząd, widocznie cieszący się zaufaniem, bo niezmieniany od 2006 roku (notabene premier Iraku, Maliki nazywany bywa czasami nowym Husajnem), a także zatwierdzona w powszechnym referendum konstytucja z października 2005 roku (sunnici głosowali za jej przyjęciem, gdyż obiecano im możliwość wprowadzenia modyfikacji, przy okazji następnego referendum).
Problemów jest jednak wiele. Wystarczy zacząć z tzw. sprawą kurdyjską. Kurdystan na terenie północnego Iraku to jeden z najbardziej stabilnych regionów, ponadto bogaty w złoża ropy naftowej. Niemniej jednak Kurdowie stanowią problem dla rządu centralnego i według niego zagrożenie dla stabilności państwa irackiego. W ostatnich tygodniach podjęli oni, nie oglądając się na Amerykanów oraz innych Irakijczyków, próbę ustanowienia konstytucji dla swojego regionu (konstytucja została uchwalona przez kurdyjski parlament i ma zostać poddana referendum w nadchodzących miesiącach). Oczywiście odbiło się to głośnym echem i spotkało ze stanowczym sprzeciwem rządu Malikiego. Działania Kurdów spotkały się również z ostrą krytyką innych liderów politycznych w Iraku, którzy jednogłośnie okrzyknęli je krokiem w kierunku rozczłonkowania Iraku.
Nie zmienia to jednak faktu, że Kurdowie mają prawo ustanowienia konstytucji regionalnej dla swojego półautonomicznego regionu, co więcej mają także prawo do rozwiązania konfliktu o sporne terytoria (zasobne w ropę i gaz) z rządem centralnym. Jest to zagwarantowane w konstytucji z 2005 roku, szczególnie w jej artykule 140.
Gdyby tego było mało, niedobrze dzieje się także w reszcie kraju. Niedawno opublikowany raport Ministerstwa ds. Planowania przedstawia ponury obraz Iraku, w którym brakuje wody pitnej i żywności. Według raportu długość życia przeciętnego Irakijczyka to 58 lat (7 lat krócej niż w okresie wojny iracko-irańskiej z lat 80.), w kraju zwiększyła się także ilość chorych na gruźlicę, głodnych oraz żyjących w ubóstwie. Jak stwierdził minister ds. planowania, Ali Ghalib Baban: „Irakijczycy nie żyją w warunkach, w jakich powinno żyć społeczeństwo XXI wieku”.
Alarmujący jest także poziom wody w rzekach. Eufrat wysycha, brakuje nie tylko wody pitnej, ale także wody potrzebnej do nawadniania pól. W wyniku tego całe regiony jałowieją, upada rolnictwo i uprawa pól, a zdesperowani ludzie przenoszą się do większych miast. Kiedyś Irak był przodującym krajem-eksporterem; w XIX wieku zaopatrywał Niemcy i Anglię w zboże, ryż i jęczmień. Teraz wszystko upada i dotyka to nie tylko najbiedniejszych.
Brak wody w Eufracie jest także wynikiem polityki sąsiadów Iraku. Na Eufracie znajduje się co najmniej siedem tam, zlokalizowanych w jego górnym biegu na terenie Turcji oraz Syrii. Od tych krajów zatem uzależniona jest ilość wody w dolnym biegu rzeki, czyli na terenie Iraku. Co gorsza, nie ma żadnych oficjalnych porozumień ani traktatów regulujących przepływ wody, dlatego też Irak może liczyć tylko na przychylność swoich sąsiadów. Niedawno Turcja odblokowała część zasobów wodnych i woda popłynęła do Iraku, ratując całe plantacje ryżu.
Obecna sytuacja w Iraku nie wróży niczego dobrego. Po wycofaniu się Amerykanów z miast i wsi irackich pod koniec czerwca, nie zmieniło się prawie nic. Irak dalej jest świadkiem, niemalże codziennych, krwawych zamachów. Być może jest jakaś niewielka szansa na zmianę sytuacji po zaplanowanych na grudzień 2009 roku wyborach parlamentarnych. O reelekcję będzie ubiegał się ponownie Nuri al-Maliki i prawdopodobnie zwycięży. Polityk ten stara się rządzić twardą ręką (zwalczył bojówki Muktady al-Sadra, gdy ten nie zastosował się do porozumienia z rządem centralnym, ukrócił także proceder wydawania wiz przez Kurdystan, za pomocą których przedstawiciele innych krajów dostawali się do Iraku przez północną część kraju, a pieniądze za wizy trafiały do kasy kurdyjskiej – teraz do centralnej) i trzymajmy kciuki, by udało mu się podźwignąć kraj i wprowadzić go na dobre tory.
Ciag dalszy w publikacji: „Drugiego Holocaustu nie będzie” – Barack Obama