„...Mieszkam
w wysokiej wieży otoczonej fosą.
Mam parasol, który chroni mnie przed
nocą.
Oddycham głęboko, stawiam piedestały.
Jutro będę duży,
dzisiaj jestem mały(...)"
(zespół Sztywny Pal Azji w utworze
"Wieża radości, wieża samotności").
Czasem tak jest. Dzień poprzedni powszednieje, jutra nie ma. I tak właściwie ... głowa boli niekoniecznie z powodu „tupotu białych mew o pusty pokład" (cytowałem we już wcześniejszym tekście znakomitą piosenkę, znaną z nieśmiertelnego wykonania Wiesława Gołasa). Pokład pusty, bo wieczór. Noc. Zaduma??? Hm???
Zadym raczej u nas w Polsce dostatek. I w takiej porze zadumy nad ... zadymą na pokładzie Polska, raczej chyba nie tupot, a ... stupor nachodzi i nachodzi. O mewach już nie wspomnę... Poleciały, jak w znanej piosence („biała mewo leć daleko stąd").
Stupor. Osłupienie.
Ponoć to zaburzenie poznawcze. Ot, brak reakcji na bodźce przy jednoczesnym zachowaniu przytomności, która może być jednak nieznacznie przymglona. Osłupienie owo może być wywołane między innymi za przyczyną schizofrenii, depresji, lub manii.
Może być spowodowane czynnikami organicznymi: otępieniem, guzami.(o bólach, związanych z krzyżem i krzyżową wymianą ognia obelg i pięści, nic nie wiem. Pierwszej krzyżowej nawet nie zamierzam wspominać. )
Zadymiło. Aż musiałem zapalić papierosa. To zły nałóg. Wiem. Próbuję dostrzec jakieś pozory sensu, głębszego niż tylko inklinacja do zadym, w ostatnich „dysputach", bijatykach, oraz mieleniu ozorami. Bo ... „ozory mylą, ozory mielą" (owa igraszka pochodzi z mojego wiersza „sztorm na może", z tomu „Automordet", wyd. Czeladź 2009 - przyp. ArS.). Tak pisząc, obserwując otoczenie, nie mogę się opędzić od chorobliwej skłonności cytowania samego siebie. Cóż, palę dalej. Zaciągam się chorobą w perspektywie jakiegoś niebawem ( Stop megalomanio MUZgu. Nie zapominaj, że zawsze ktoś przed Tobą był „tym pierwszym". Nie tylko w sferze sformułowań...).
No tak. Wiadomo, że pozory mylą. A mielenie ozorem myli, jak było widać w powyższych obrazkach. Przy tym swoiste rozmycie i roz-mylenie wywołuje. Pamięć się zaburza i mieszają się słowa, czasy, wydarzenia. Historie się powtarzają, potem potarzają między sobą i w sobie i przeciw sobie. No, prawie jak ludzie. Historia z ludzką twarzą lubi się poTARZAć. A i ja się powtarzam, do znudzenia taplając w błocie między-czasu.
Aktualnego, przeszłego i niepewnego jutrem. Mimo że obietnic, nie tylko wyborczych i wybiórczych u nas moc, jakoś nie one wpływają na mój poziom optymizmu. Nie, żebym je ignorował, ale są chwile, gdy nawet osłupienie mnie nie dosięga. To nawet nie „poetycki spleen". To takie zadziwiające ... zaburzenie. Widzę, słyszę moc burz o wszystko. O ważne, nieważne. O pierdoły ustawiane jak dogmat. I dogmaty, które inni pier--...---wszorzędnie mają w innych przestrzeniach organicznych.
Muszę wyjść w takiej chwili, by nie wyjść za bardzo z siebie. Pamięć mi się zaburza. Obok burz wszelakich nie stoję. Ani przeciw burzom. Jestem za burzami. Jakbym je miał za sobą. Ot, takie to za-burzenie. Jednak tym ciągiem myślowym nie zamierzam (jeszcze???) do wyparcia i Zygmunta Freuda. Wypinam się i wypieram. Zwłaszcza wobec grzechów. Zwłaszcza (i przede wszystkim) własnych. Jestem Polakiem. Dumnym i durnym.
Uciekam w poezję, taniec, upojenie, lub muzykę itp. Kocham polskie "melodie", jak jeden z bohaterów „Rejsu" Marka Piwowskiego („No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę."). Ale niektóre szczególnym darzę sentymentem. I różne mam ku temu powody by je przypominać. Sobie i innym. Nie zawsze mam ochotę wyjaśniać. Po prostu w pewnych sytuacjach szczególnych koją mnie. Jakoś na moment. Moment zadumy w durnej dumie???
więcej...Autor: ArS Chmurnoryjny
Tagi: azji durnota nie polska baudouin kotarbiński pal gniewaj patriotyzm de courtenay duma stupor batory freud anna się walezjusz sztywny jagiellonka