Wydałaby się, że tylko na niektórych kierunkach studia trwają sześć lat. Okazuje się jednak, że wcale nie trzeba studiować medycyny, by nieco rozciągnąć studencki żywot. W czasach wszędobylskiego kryzysu powtarzanie ostatniego roku studiów wydaje się wyjątkowo przemyślanym zabiegiem.

źródło: sxc.hu
- Kiedyś maj i czerwiec były miesiącami podbijania obiegówek, zdarzyły się jakieś niedobitki, ale znacznie rzadziej niż dziś - opowiada bibliotekarka z campusu Morsko. - Teraz obiegówki stemplujemy w listopadzie, grudniu, a nawet na wiosnę. Sama nie wiem z czego to wynika. Gdy ja kończyłam studia podczas absolutorium większość z nas było już magistrami, na absolutorium mojego syna na około 300 absolwentów, magistrów było zaledwie sześciu.
Prawdą jest, że magister na absolutorium to dziś rzadkość, jednak termin tych uroczystości, czyli przełom maja i czerwca, gdy jeszcze trwają zajęcia, może w dużym stopniu tłumaczyć brak tytułów. Większość obron prac magisterskich odbywa się podczas sesji letniej, często termin przesuwany jest na wrzesień, ale z roku na rok rośnie liczba tych, którzy przedłużają studia o kolejny semestr, a nawet rok akademicki.
Wieczni studenci nie przejmują się brakiem dyplomu, a skończenie studiów po terminie nie jest już powodem wstydu i braku komfortu towarzyskiego. Tym bardziej, że na wielu wydziałach przekładanie obrony na jesień, a potem zimę, wiosnę jest procederem, do którego wszyscy, zwłaszcza panie w dziekanacie, zdążyli się przyzwyczaić. Dlaczego studentom nie śpieszy się do uzyskania dumnego „magister” przed nazwiskiem?
- Miałam szczery zamiar napisać pracę i obronić się w przed wakacjami - przekonuje Marysia wciąż studiująca na UAM. - Wiosną podłapałam pracę i po prostu nie dałam rady. Teraz próbuję się zmusić do pisania, ale nie jest lekko, wracam z biura zmęczona i nie mam nawet ochoty otwierać książek. Początkowo chciałam załatwić sprawę magisterium w listopadzie, dziś widzę, że jeśli wyrobię się do końca semestru to będzie dobrze. Poza tym przedłużenie bycia studentem ma swoje plusy...
Wśród plusów wieczni studenci wymieniają przede wszystkim możliwe zniżki na bilety komunikacji miejskiej, pociągi oraz bilety do kin, teatrów i na wystawy. Ci nieco praktyczniej myślący mówią też o ubezpieczeniu zdrowotnym i możliwości taniego wykupienia ubezpieczenia na życie. Poza tym status studenta pozwala stosunkowo łatwo znaleźć jakąś pracę.
- Zatrudnianie studenta ma wymierne korzyści - potwierdza dyrektor niedużej firmy. - Pracodawca nie musi opłacać składek, więc zarabia. Ale z drugiej strony, ze studentami bywają problemy, trzeba zwalniać ich na zajęcia, czasem egzaminy, poza tym magistranci często w pracy zajmują się swoją magisterką zamiast tym, co im zlecam. Sam dość niechętnie zatrudniam studentów, chcę pracować z ludźmi odpowiedzialnymi, a to, że kandydat nie ma ukończonych studiów mimo faktu, że powinien mieć już dyplom zawsze trochę mnie zastanawia.
- Student może znaleźć prace tymczasową, ale gdy szukałam czegoś na etat i stałą umowę, pracodawcy pytają o dyplom -mówi Ania, kończąca swoją magisterkę na UAM. - No i ile można pracować jako ankieter, hostessa, przy składaniu kopert albo inwenturach? Za chwilę będę mieć wyższe wykształcenie i chciałabym pracować w zawodzie. A zebrać wszystkie materiały i napisać pracę naprawdę nie jest łatwo.
Każdy, kto ma już za sobą twórczy akt tworzenia pracy magisterskiej wie, że napisanie dobrej pracy, zgodnej z własnym pomysłem badawczym i wolą promotora bywa zajęciem trudnym i niejednokrotnie długotrwałym. Również chęć napisania jak najlepszej pracy bywa przyczyną przekładania obrony.
- Chcę napisać bardzo dobra pracę magisterską. Ciągle zbieram materiały, analizuję i szukam nowych dróg, dlatego moje pisanie tak długo trwa. Poza tym mamy z promotorem, delikatnie mówiąc, odmienne zdanie na badany przez mnie temat i... Ale nie poddaję się, napiszę taką magisterkę, by nikt się nie mógł do niczego przyczepić i żebym był z niej w pełni zadowolony. Mam nadzieję, że z bardzo dobrą pracą łatwej dostanę się na studia doktoranckie. A że z rocznym poślizgiem, to już szczegół - zapewnia Piotr.
Nie wszyscy mają aż tak naukowe powody do przekładania obrony, wśród studentów, którym nie spieszy się do otrzymania dyplomu są i ci, przywiązani do samego stanu studenckiego.
- Po prostu fajnie jest być studentem - bez ogródek przyznaje Krzysztof z Politechniki. - Jakaś mało inwazyjna praca, by mieć na swoje wydatki, dużo wolnego czasu, imprezy, spotkania towarzyskie, zajęcia na które się chodzi lub nie. Nie wyobrażam sobie wiosny bez juwenaliów... Nie spieszy mi się do pracy, oczywiście o ile taką będę miał. Studia to czas między byciem zestresowanym licealistą, którego straszą maturą i brakiem kieszonkowego, a stabilizacją i bieganiem w garniturze do biura. Chcę czas tej młodości i swobody wykorzystać jak najlepiej i tak długo jak się da. Dlatego zacząłem jeszcze jeden kierunek.
Powodów wiecznego studiowania jest tyle ilu studentów: trudności twórcze, ideologia, ubezpieczenia, ulgowe biletu i ulgowe traktowanie. Tak czy inaczej zwlekający z uzyskaniem dyplomu studenci nie są już zjawiskiem marginalnym. Nad przyczyną tego stanu rzeczy zastanawiała się nawet rada jednego z wydziałów poznańskiego uniwersytetu. Nikt nie wie, co uradzili profesorowie, wobec tego możemy się tylko zastanawiać czy jesteśmy leniwi, obawiający się dorosłości czy też i temu zjawisku dodamy wytłumaczenie magicznym słowem: kryzys.
Tekst pochodzi z akademiec.pl - poznańskiego portalu dla studentów!Autor: Katarzyna Wojtaszak