Wszystkie powyższe odmiany depresji są od jakiegoś czasu w modzie. Niewiele brakuje, a szok wywołany wyższą letnią temperaturą też co niektórych wpędzi w depresję. Bo ostatnio wszyscy cierpią na depresję. Owszem, większości społeczeństwa maleją zasoby energii wraz ze spadkiem temperatury i ze wzrostem opadów deszczu bądź śniegu. Ale nie zwalajmy winy za lenia na depresję. Nie nadużywajmy tego słowa, bo czy my w ogóle wiemy, czym jest ta choroba?

źródło: http://kobieta.wp.pl/kat,26321 ,title,Depresja-bliskiego,wid, 9234258,wiadomosc.html?ticaid= 19352&_tic
Owszem, objawy depresji klinicznej, czyli zaburzenia psychicznego z grupy chorób afektywnych, łatwo sobie przypisać. Są to bowiem:
• objawy emocjonalne: obniżony nastrój – smutek i towarzyszący mu często lęk, płacz, utrata radości życia (począwszy od utraty zainteresowań, skończywszy na zaniedbywaniu potrzeb biologicznych); czasem dysforia (zniecierpliwienie, drażliwość);
• objawy poznawcze: negatywny obraz siebie, obniżona samoocena, samooskarżenia, samookaleczenie, pesymizm i rezygnacja, a w skrajnych wypadkach mogą pojawić się także urojenia depresyjne (zob. Zespół Cotarda);
• objawy motywacyjne: problemy z mobilizacją do wszelkiego działania, które może przyjąć wręcz formę spowolnienia psychoruchowego; trudności z podejmowaniem decyzji;
• objawy somatyczne: zaburzenie rytmów dobowych (m.in. zaburzenia rytmu snu i czuwania), utrata apetytu (ale możliwy jest również wzmożony apetyt), osłabienie i zmęczenie, utrata zainteresowania seksem, czasem skargi na bóle i złe samopoczucie fizyczne;
• myśli samobójcze.Wystarczy więc, że mamy gorszy dzień, a nie daj Boże kilka takich dni z rzędu i już mamy depresję. Jednak statystyki wykazują, że tylko około 10% populacji cierpi na prawdziwą depresję. 25% epizodów trwa krócej niż jeden miesiąc. 50% ustępuje przed upływem trzech miesięcy.
A tu nagle okazuje się, że co tam statystyki, skoro co drugi Polak cierpi na depresję chociażby sezonową, przynajmniej raz w roku. Jesienną, wiosenną, zimową… . Do wyboru, do koloru.
A jak jest naprawdę?Prawda jest taka, że to my sami wpędzamy się w coś, co nazywamy depresją, bo po co nazywać rzecz po imieniu i przyznać się, że nam się po prostu nie chce? A depresja jest dobra jak każda inna wymówka i tak samo na topie jak dysleksja na przykład. Usprawiedliwia lenia, aż miło.
"Listopad nastraja melancholijnie. Wakacyjne wojaże pozostają tylko wspomnieniem, a jesienna depresja udziela się częściowo każdemu z nas. Wieczory z czekoladą i kubkiem kakao stają się codziennym rytuałem. Ich efekty w postaci ponadprogramowych kilogramów zauważymy już na wiosnę. Teraz jednak z premedytacją oddalamy myśl o zrobieniu czegokolwiek, co wymagałoby podniesienia się z kanapy." – pisze
Academiec.pl w tekście
”Schwarzwaldzka perła w koronie Badenii-Wirtembergii – dlaczego warto wybrać Fryburg?”.
I tu jest pies pogrzebany. Siedzimy, pijemy, jemy. Potem mamy wyrzuty sumienia, że się przejadamy i obijamy. A potem mamy „depresję”.
Ta jesienna nazywana jest też chandrą, co moim zdaniem jest już nieco lepszym określeniem. Ale z drugiej strony, jak nie popaść w chandrę skoro wszystkie poradniki już od końca sierpnia krzyczą o wszelakich sposobach jak się nie dać depresji?
Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Google:depresja jesienna, a wyskoczy mnóstwo haseł pod tytułem: Pokonaj depresję jesienną, Na przekór depresji, Precz z jesienną depresją.
Świetny artykuł Łukasza Święcickiego na temat depresji zimowej i tego, że do jej rozpoznania nie wystarczy fakt, że ktoś nie lubi zimy, znajdziecie na stronie:
Depresja zimowaPan Święcicki w sposób łatwy i przyjemny uświadamia czytelnika, że wpływ pogody na samopoczucie zawsze miał znaczenie i człowiek prawdopodobnie nigdy się od niego nie uwolni, ale to jeszcze nie depresja.
Depresja jest chorobą i to raczej rzadką!Podsumowanie wcale "nie depresyjne":Owszem, pogoda w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Ale skoro nam tak bardzo źle w polskim klimacie, to pakujmy manatki i fora ze dwora. Gorące kraje tylko czekają na niemal darmową siłę roboczą w knajpach na plaży. Można też spróbować żyć jak Wojciech Cejrowski – pół roku w Meksyku, pół w Polsce. Bo inaczej faktycznie wpadniemy w ciężką depresję. Bo jak nie wpaść skoro, gdy tylko mija depresja jesienna, wpadamy w zimową. Gdy zimowa powoli nas opuszcza, dopada nas wiosenne przesilenie. A potem? O zgrozo! Wyczytałam właśnie, że letnia depresja też występuje w przyrodzie. Nic, tylko współczuć tym, którzy cierpią sezonowo co sezon! A wzięliby się porządnie do roboty, sport jakiś zaczęli uprawiać, hobby jakieś by sobie znaleźli, to wszystkie „depresje” by im przeszły.
Bibliografia:
1. Wikipedia
2. Artykuł p. Łukasza Święcickiego "Depresja zimowa...".