Wchodzę na pierwsze piętro jednego z bloków poznańskiego osiedla Pod Lipami. Tam Beza, bo tak go nazywają na forum internetowym, wynajmuje mieszkanie. Skromny pokoik, meble zastawione talerzami, kartonami po mleku, pudełkami po jajkach i tajemniczymi odżywkami. W tym bałaganie dostrzec można jedynie duże czyste lustro i wagę ustawioną jakby na honorowym miejscu. No i Beza, który sam sobą zajmuje dużą część pokoju…

źródło: http://www.superja.pl/files/im agecache/art/files/weight.jpg
Z małego duże się wywodzi
Urodziłem się w Turku. To takie zadupie znane tylko z serków pleśniowych i twarożków. Gdyby nie to, nikt nawet nie kojarzyłby nazwy. Byłem oczkiem w głowie rodziców. Wiadomo, jedynak. Rozpieszczony do przesady, ale nie buntownik. Raczej potulny synek mamusi nauczycielki.
Kujon ze mnie był straszny. W podstawówce nie miałem nawet kumpli. Potem poszedłem do liceum. Mamy tylko jedno w Turku. Niby renomowane, ale nie wiadomo, bo nie było z czym porównać. Byłem pupilkiem nauczycieli, zawsze dobrze przygotowany, wyuczony. Czułem się wtedy dumny z tego kim byłem. Miałem czterech kumpli, razem tworzyliśmy Elitę Turkowską. Z tą elitą bujaliśmy się po naszym zadupiu, ale bez większego celu. Nie piliśmy nawet browarów, bo panowie w mundurkach dzieciom nie pozwalają. Z resztą na takiej wiosce wszystko wygląda inaczej. Zero normalnego życia, zero perspektyw. Trzy puby na krzyż, zamykane przed dzieciarnią. O 22:00 żywej duszy na ulicach nie było. Łaziło się wtedy na frytki Pod Papugi, i myślało się, że to jest życie. Zero imprez, zero rozrywki, nawet kina z prawdziwego zdarzenia. W wakacje, przed maturą, pojechaliśmy z elitą na pierwsze wakacje bez starych. Na działkę do kumpla. Przyjechała tam też jego kuzynka z koleżanką. No i była jedna wielka pięciodniowa impreza. Alkohol lał się strumieniami. Zasmakowaliśmy życia zupełnie innego, niż w rodzinnym miasteczku. Tam też poznałem moją dziewczynę z dużego miasta. Pierwsze przeżycia „dorosłych ludzi”. Gdzieś między wyjazdami do niej ukończyłem LO ze średnią 4,5. Matura też niczego sobie. Ona chciała, żebym studiował w jej mieście, a ja wyjechałem do Poznania. Tak oto coś się skończyło, by coś innego mogło się zacząć
I zaczęło się życie
Przeżyłem to strasznie. Myślałem, że jakoś damy radę. Wiedziała przecież, że na Akademii Ekonomicznej bardzo mi zależało. Ale nie, ona swoje… Byłem w Poznaniu zupełnie sam, ale nie trwało to długo. Znalazłem tu innych Turkowskich Poznaniaków, tyle że już w klimacie. Zaczęły się imprezy, alko, dragi. Oni wszyscy ładowali w siebie co tylko się dało. Wciągali białe, jarali trawę i fajnie się bawili. Jak mi to cholernie imponowało! To było dopiero życie, bez starych, bez kontroli… Wracałem nad ranem, aplikowałem sobie do noska coś na lepszą koncentrację, uczyłem się i leciałem na zajęcia. Z Elitą Turkowską kontakt mi się urwał, ale co tam. To byli leszcze, jakich mało! Prawdziwi ludzie byli w Poznaniu.
Pakować czas zacząć
Niby wszystko było fajnie, ale coś mi nie grało. Czułem, że nie pasowałem. I stało się, spojrzałem w lustro. Wysoki chuderlak, wyglądałem przy nich jak szczypior w stadzie bydła. Posiedziałem trochę w Internecie i znalazłem receptę. Tak zaczęła się siłownia, ciężkie katowanie plus odżywki. No i dieta… Posiłki ok. 8 razy dziennie, co dwie godziny gotowany ryż. Dwa razy dziennie tuńczyk z puszki, gotowane piersi z kurczaka, 10 jajek na twardo, kilka kieliszków oliwy z oliwek i na noc biały ser. Masakra, nie? Na początku było ciężko to wszystko pomieścić w żołądku, ale sporo czasu spędzałem na siłce, więc przerabiałem wszystko na masę mięśniową. Chciałem być tylko trochę większy. Ważyłem wtedy o
ok 70kg, a przy wzroście 190cm wyglądałem jak szkapa. Minął rok. Zleciał szybko, bo między uczelnią a siłownią. Od czasu do czasu szedłem na jakąś imprezę, żeby się jakoś odstresować. Jadło się parę piguł i życie znów nabierało kolorów. A ja nabierałem masy. Przestałem mieścić się w koszulki i spodnie. Pewniej chodziłem po mieście. Prawdę mówiąc już wtedy zacząłem się trochę wozić. Respekt. No i kobiety zaczęły mnie zauważać, ale nie to mi było w głowie. Chciałem być większy. Mało wychodziłem z domu, zacząłem zarywać zajęcia, bo kolidowały z moimi posiłkami. Nie mogłem przecież przestać jeść. Początkowo gotowałem ryż lub makaron z kurczakiem i zabierałem na uczelnie, ale jakoś dziwnie się na mnie patrzyli. Olałem uczelnie, miałem tyły, poprawki, ale wykładowcy mnie lubili, więc przeszedłem cudem na trzeci rok studiów.
Ektomorfik w rozmiarze XXL
Są różne typy budowy ludzkiego ciała. Ja jestem EKTO, czyli taki z natury drobny, co ma problemy z budowaniem masy mięśniowej. Mnie się jednak udało. Trzymałem dietę, chodziłem na siłownię i po dwóch latach wyszedłem na ludzi. Waga nareszcie pokazała 120kg. Przebywanie z takimi jak ja wiele mnie nauczyło. Zacząłem się udzielać na forum internetowym. W niedługim czasie stałem się jego moderatorem. Doradzałem, układałem diety, serie ćwiczeń. Pomagałem innym, by stali się tacy jak ja.
48 godzin przemyśleń
Zaczęły się wakacje. Trochę sobie pofolgowałem z dietą i ćwiczeniami. Chodziliśmy z chłopakami na imprezy, ćpaliśmy, używaliśmy życia. Często jeździliśmy furami za miasto i paliliśmy trawę. Loty były lepsze na peryferiach. Pewnie pomyślisz sobie, że to chore, ale taka była nasza rozrywka… Zabawa wychowanków zadupia zwanego Turkiem. Wypuszczeni spod skrzydeł rodziców wreszcie szaleliśmy. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie wpadka z dragami. Zwinęli mnie, bo miałem przy sobie. Przesiedziałem 48h w areszcie. Dużo myślałem o życiu, o tym wszystkim co działo się ze mną ostatnimi czasy. Byłem wściekły na siebie, że doprowadziłem się do stanu ćpającego mięśniaka. Byłem zły, że zawiodłem rodziców. Bałem się, co będzie dalej. Czekała mnie sprawa. Myślałem, że wywalą mnie z uczelni. Czułem, że jednym głupim krokiem rozwaliłem sobie całe przyszłe życie. A przecież miałem plany, ambicje. Czułem, że życie osuwa mi się spod nóg. Sam w ciasnej celi, tysiące myśli w głowie. Nie mogłem spać, nie mogłem przestać myśleć. Czułem, że zawiodłem, sam siebie zawiodłem. Tyle sobie wtedy naobiecywałem…
Kilka chwil samowolnej resocjalizacji
Wyszedłem z aresztu z postanowieniem zmiany swojego życia. Miałem wstręt do dragów, nawet nie chciałem tego widzieć na oczy. Bałem się, że mnie zapuszkują. Dobrze się jednak skończyło, bo miałem przy sobie małe ilości. Ugadałem się z prokuraturą, że nie powiadomią uczelni. Wychodziłem powoli na prostą. Nie, może inaczej, wracałem do życia. Z moich obietnic danych samemu sobie i rodzicom nic jednak nie pozostało. Znów zacząłem palić trawę, chodzić na imprezy. Tyle tylko, że bardziej uważałem. Nie na siebie, tylko na to, by znów nie wpaść. Potem zgarnęli mojego kumpla. Jemu się nie udało. Dostał wyrok, poszedł siedzieć…
Ktoś, kto chciał pomóc
Przez to wszystko przechodziła ze mną moja dziewczyna. Byłoby grzechem, gdybym o niej nie wspomniał. Była przy mnie gdy miałem sprawę, gdy przechodziłem przez ten cały koszmar. Chciała mi pomóc, ale chyba to ja nie chciałem wyjść z tego bagna. Przy niej nawet mniej ćpałem, mniej imprezowałem. Myślałem, że jakoś się ułoży. Ona wstawała rano, gotowała mi ryż, robiła obiadki, oczywiście kilka razy dziennie. Zapewniała mi rozrywki, bym nie myślał o ćpaniu. Chciała też, bym przestał bawić się w robienie z siebie mięśniowego wielkoluda. Czułem, że komuś na mnie zależy. Mnie jednak zależało na masie…
Bigoreksja jako styl życia
Znów zacząłem ćwiczyć. Przywróciłem do codzienności jadłospis. Chodziłem na siłownię. Pakowałem, pakowałem, pakowałem. Ciągle mi było mało. W lustrze widziałem nie siebie, ale jakieś chucherko. Za chuda szyja, za mała klata, za wąskie uda. Zacząłem brać różne dopalacze, odżywki. Chciałem wrócić do formy. Ba! Chciałem być nawet większy niż wcześniej. 120 kg to za mało. Przestałem spotykać się z dziewczyną, by nie omijać posiłków, nie zawalać siłowni. Związek się posypał. Przestałem ćpać, ale pogrążyłem się w inny nałóg, do którego do tej pory się przyznaję: bigoreksja. Ma ona podłoże psychiczne, ale to nie żadna schizofrenia. Dla mnie to styl życia. Wstaję o 6:00 i zaczynam jeść. Potem do wieczora, co dwie godziny posiłek. Trzy razy w tygodniu siłownia. Wszyscy naokoło mówią, ze jestem duży. Ale ja im nie wierzę, nie chcę tego widzieć. W swoich oczach nadal jestem za mały. Mam ogromny problem z kupowaniem ubrań, wszystko jest na mnie za ciasne. Teraz zwracam większą uwagę na rzeźbę. To jest mój priorytet, by wreszcie czuć się dobrze w swojej skórze. Może jestem trochę egoistą, ale taka już moja natura. Może to jeszcze nie czas , by układać sobie życie. Nie myślę o rodzinie, o dalekiej przyszłości. Mam siłownie i swój własny sposób na życie. Nadal rosnę i doradzam na forum internetowym tym, co chcą być duzi. Bo przecież każdy chce być wielki… A ja chcę być wielki naprawdę!