Większość z nas w przesądy nie wierzy. Bzdury, bajki, zabobony- tak zwykło się określać praktyki, które były obecne w naszym życiu od najdawniejszych lat. I chociaż twierdzimy, że tego rodzaju głupstwa nas akurat nie dotyczą, dziwnie często zdarza się nam omijać szerokim łukiem czarne koty. Kiedy ktoś życzy nam powodzenia- nigdy nie dziękujemy, kopiemy koleżankę przed ważnym egzaminem i co najważniejsze, staramy się wystrzegać liczby 13 w każdym kontekście i pod każdą postacią. Odpukać w niemalowane także nie zaszkodzi. W końcu- „strzeżonego Pan Bóg strzeże”...

źródło: http://images.eblog.pl/zdjecia _temp/admingrafmg/mgla-i-rosa/ czarny%20kot.1216145478.a6joe0 i95kj1j71s
Przesądy są stare jak świat, o ile nie starsze. Nie ma chyba dziedziny, z którą nie można by powiązać jakiegoś magicznego wierzenia czy chociażby stereotypu. Są jednak pewne wydarzenia czy konkretne sytuacje, które przywołują na myśl całe ich mnóstwo. Nikt w nie nie wierzy. Nikt nie uznaje. Lęk przed nimi – czują prawie wszyscy.
Ostatnie 100 dni życia...
Studniówkowe przesądy to już nie przesądy. To rzeczywistość. I choćby się biedny maturzysta zaklinał na wszystkie świętości, że tego typu zabobony są mu zupełnie obce, trudno w to wierzyć, bo każdy prędzej czy później zweryfikuje to na własnym przykładzie.
Fryzjer to „persona non grata” dla każdej maturzystki. Nawet jeśli końcówki rozdwajają się bezlitośnie, nie wolno ulegać pokusie. Wraz z włosami ucieknie wiedza, a na tego rodzaju doświadczenia żadna logicznie myśląca licealistka z pewnością sobie nie pozwoli. Może rzeczywiście zaniedbana fryzura odstraszy skutecznie wianuszek wielbicieli, ale czy naprawdę warto bawić się w miłość, kiedy stos podręczników przerasta nawet największego optymistę? Studniówka (mimo, że włosy aż proszą się o wizytę w salonie) będzie udana, o ile nie zapomnimy o czerwonej bieliźnie, a najlepiej, kiedy założymy ją... na lewą stronę.
Podobna procedura dotyczy matury. Butów nie powinno się zdejmować podczas zabawy ani na moment. Jeśli więc pięty odmawiają posłuszeństwa, a kostki prawie krwawią- lepiej usiąść przy suto zastawionym stole i pomyśleć o zbliżającym się egzaminie. Z taką perspektywą na horyzoncie i w obliczu tylu pyszności, nawet największa optymistka wpadnie w wir jedzenia i zapomni o bolących stopach.
Potem już tylko: książka pod poduszką (zapewnia magiczny przepływ wiedzy), kopniak na szczęście, pożyczony długopis i- matura w kieszeni. Jest też coś dla przyszłych żaków. Ostatnia kartka w indeksie musi być zagięta, a oprawkę można nałożyć dopiero po zakończeniu pierwszego roku. Inaczej nie ma co liczyć na dalsze korzystanie ze zniżek na komunikację miejską- prawdopodobnie przygoda z uczelnią skończy się po pierwszej sesji.
Windą do nieba
Przesądów związanych ze ślubem jest całe mnóstwo, co więcej- możemy je podzielić na oddzielne kategorie. Jedne są związane z przygotowaniami, inne z zabawą weselną. Są takie, które łączą się z ceremonią kościelną, ale też takie, które dotyczą samego- wyjścia z kościoła (!). Trudno wymienić wszystkie związane z tym szczególnym dniem wierzenia, warto jednak przyjrzeć się kilku, najczęściej powtarzanym i mimo wszystko- praktykowanym przez większość młodych par.
Miesiąc zaślubin musi zawierać w nazwie literkę „r”. Nawet jeśli w tym roku zapowiada się wyjątkowo pogodny lipiec- zapomnij. Chcesz by twoje dziecko już do końca życia bało się „klowy”? Liczne przesądy związane są ze ślubną sukienką. Przyszły małżonek nie powinien być obecny przy jej zakupie, co więcej – w ogóle nie powinien oglądać panny młodej w jej kreacji wcześniej niż podczas ceremonii. Ważne, aby kobieta miała przy sobie coś nowego (symbol dostatku), starego (wsparcie ze strony rodziny), białego-o co raczej zadbać nietrudno (symbol czystości oraz niewinności), niebieskiego- tutaj ryzykować nie warto (symbol wierności współmałżonka) oraz pożyczonego (przychylność i życzliwość ze strony nowej rodziny). Nie należy też zwracać pannie młodej uwagi na dziurę w sukience, choćby była wyjątkowo widoczna. Nawet jeśli suknia się podrze, nie należy jej zszywać(agrafki i spinacze dopuszczalne), bo grozi to pewnym nieszczęściem.
Perły tego dnia to dla panny młodej ozdoba wyjątkowo niekorzystna, a w butach (przynajmniej jednym) powinny znaleźć się pieniądze. Podobnie jak w kieszeni pana młodego. To gwarancja, iż życie upłynie młodej parze w dostatku i bogactwie. Kiedy obrączka upadnie na ziemię- Bron Boże nie wolno jej podnosić! Może zrobić to każdy- świadek, kamerzysta, fotograf, także sam ksiądz może się pofatygować, byle tylko państwo młodzi nie musieli robić tego samodzielnie. Nawet przypadkowe nałożenie obrączki na środkowy palec symbolizuje zdradę. Jeśli dziewczyna nie ma w zwyczaju nosić biżuterii, na ten dzień powinna założyć jakikolwiek (choćby odpustowy) pierścionek. Dzięki temu zestresowany pan młody prawdopodobnie uniknie pomyłki i nie wsunie kolejnego na ten sam palec. Należy niezwykle uważać na kościelny dywan. Potknięcie w drodze do ołtarza, jak i w drodze do wyjścia, wróży potknięcia na nowej drodze życia. Warto więc może na poczet przyszłego szczęścia zrezygnować z wysokich obcasów i założyć płaskie pantofelki.
Godzina, w której młodzi mówią TAK, powinna być "okrągła", dlatego kiedy pytaniu księdza „czy bierzesz go sobie za męża?” odpowiada głucha cisza, nie należy oczekiwać, że zdesperowana dziewczyna za moment wybiegnie z kościoła. Jeżeli panna młoda odchodząc od ołtarza "pociągnie" męża za sobą, to ona przypuszczalnie będzie rządzić domem. Pan młody, mimo tej wiedzy, nie powinien się żonie wyrywać. Szarpanina przed ołtarzem może się zakończyć upadkiem, a wtedy całe małżeństwo „diabli wzięli” („potknięcie w drodze do ołtarza, jak i w drodze do wyjścia = potknięcia na nowej drodze życia”) i lepiej od razu szukać dobrego adwokata.
Po wyjściu z kościoła para młoda powinna zostać obsypana ryżem (ryż już z natury ma wartości korzystne dla organizmu, tego jednak dnia jest symbolem płodności) oraz pieniędzmi. Ta osoba, która nazbiera ich więcej, ma zapewnioną dominację finansową, więc nie trzeba się dziwić, kiedy młodzi rzucą się bez opamiętania na spadające po schodach grosiki.
Jeżeli mama któregoś z małżonków biegnie z kwiatami zanim jeszcze para zdąży wyjść z kościoła, natychmiast należy ją powstrzymać. Pierwszą osobą, która złoży życzenia parze młodej, musi być mężczyzna! Chociaż głodzenie się nikomu na dobre nie wyszło, warto aby panna młoda powstrzymała się od jedzenia przed przyjęciem weselnym. Małżonek musi przenieść ją przez próg i najlepiej, aby nie potknął się przy tej czynności. Potem już oboje będą mogli najeść się do woli.
Młodych witają chlebem i solą rodzice. Dziewczyna nie musi oczywiście konsumować całego bochenka (nawet jeżeli wcześniej wyjątkowo przejęła się wspomnianym już progiem), ale na przyjęciu bez wątpienia nie powinno go zabraknąć. Nie należy też żałować nowo zakupionego kompletu kieliszków, choćby złoty wzorek wyjątkowo ładnie komponował się z białym obrusem. Nowożeńcy tuż po toaście rzucają opróżnione kieliszki za siebie. Kieliszki muszą się stłuc, co jest wyjątkowo pomyślnym znakiem dla młodych. Złapanie welonu to oczywiście gwarancja szybkiego ślubu dla tej, która podskoczyła najwyżej (bądź przez przypadek znalazła się najbliżej panny młodej), więc jeśli potencjalna szczęściara nie ma jeszcze ukochanego, jak najszybciej powinna zacząć szukać adoratora.
Jeśli przed ślubem zdarzyło się młodej pannie popłakiwać troszkę (nawet z powodu przyszłego małżonka!) o nic już nie musi się martwić. Dzięki temu „odrobiła” smutki, jakie prawdopodobnie czekały na nią w małżeństwie. Teraz przed młodą parą wyłącznie pomyślne dni.
Gdy maleństwo w drodze...
Przesądy związane z ciążą niekiedy śmieszą, niekiedy przerażają. Czasem są wręcz absurdalne, ale czego kochająca matka nie zrobi, aby jej przyszła pociecha zjawiła się na świecie cała i zdrowa? Przede wszystkim podczas ciąży należy szerokim łukiem omijać fryzjera. Obcinanie włosów ma zapobiec głupocie dziecka. To jednak nic w porównaniu z zagrożeniem, jakie kobieta stwarza swojemu maluchowi, nieopatrznie wpatrując się w księżyc. Ryzykuje tym sposobem, że dziecko będzie... łyse! Lepiej więc unikać w tym czasie romantycznych wieczornych spacerów we dwoje, a jeśli wydaje się to być zadaniem zbyt trudnym, warto założyć przynajmniej ciemne okulary. Przydadzą się one także i w dzień- wpatrywanie się w słońce stwarza zagrożenie, że dziecko będzie wyjątkową beksą. Natomiast patrzenie przez wizjer w drzwiach grozi... zezem! Niektóre zalecenia są wyjątkowo trudne do wprowadzenia w życie, ale warto się poświęcić, bo konsekwencje mogą się okazać jeszcze trudniejsze do zniesienia. Kobieta nie może patrzeć na brzydkich ludzi, aby i jej dziecko nie urodziło się brzydkie... Jeśli więc mąż raczej nie grzeszy urodą, lepiej omijać go z daleka, przynajmniej na czas ciąży. Co ciekawe sytuacja wygląda analogicznie jeśli chodzi osoby... z innym kolorem skóry! Trudno jednak nie zauważyć, że mamusia z czystym sumieniem raczej nie powinna się niczego obawiać.
Wygląd przyszłej mamy także ma niebagatelne znaczenie. Jeśli ciąża tylko dodaje jej uroku, z pewnością urodzi chłopca. Jeśli wygląda niekorzystnie – powinna spodziewać się dziewczynki. Córka bowiem „kradnie” kobiecie urodę! Podobnie jeśli chodzi o zachcianki żywieniowe młodej (prawie)mamy. Jeśli nagle poczuła miłość do pieprzu i nawet ziemniaki lepiej jej smakują w wersji „hard”- to zapowiedź chłopca. Zajada się batonikami, a o 3. nad ranem biegnie do kuchni po lody? Córka poważnie daje się jej we znaki. Zanim dziecko się nie urodzi, nie wolno mu też niczego kupować, bo zamiast oszczędzić późniejszej bieganiny, z pewnością sprowadzi to nieszczęście.
Czekając na pierwszą gwiazdkę
Osobną kategorię tworzą przesądy świąteczne. Najwięcej wiąże się z Wigilią. Od samego rana nie należy spuszczać uśmiechu z twarzy i podejmować żadnych, nawet najmniejszych kłótni. Jaka Wigilia- taki cały rok. Każda potrawa (chociażby było ich dwanaście) musi zostać przynajmniej spróbowana. Trzeba więc z dzielną miną przebrnąć przez przypaloną rybę, nawet jeżeli ciągle ma się w pamięci jej niedawne buszowanie w pełnej wody wannie . Pod wigilijnym talerzem powinna znaleźć się moneta, co jest gwarancją pomyślności finansowej w nadchodzącym roku, a upływ gotówki zahamuje łuska z nieszczęsnego karpia, którą nosić będziemy w portfelu.
Nie należy wpuszczać żadnej kobiety do domu, jeśli wcześniej progu nie przeszedł mężczyzna. Jeśli więc ciocia stoi zziębnięta pod drzwiami z wigilijnym barszczem, lepiej poprosić sąsiada by przekroczył próg przed nią niż z litości wpuszczać ją do środka. Barszcz barszczem, ale poczciwa cioteczka może nam zesłać pecha, który nie opuści nas aż do kolejnych świąt.
W czasie jedzenia nie należy mówić zbyt wiele, albo przerywać mówiącym- to zapowiedź, że w przyszłym roku będziemy tematem plotek. Niestety to może się okazać dla niektórych nie lada problemem, więc czasem lepiej obdarować gadułę gwiazdkowym prezentem przed kolacją i pozwolić w samotności cieszyć się nowym iPode’em touch niż narażać całą rodzinę na zła passę. Liczba uczestników wieczerzy powinna być parzysta, więc jeżeli nasza papla „nie jest do pary”, sytuacja staje się prostsza niż by się mogło wydawać.
Ogromnej liczby przesądów dostarcza nam każdy dzień, jakkolwiek często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Choć w dzisiejszym świecie bycie singlem jest szalenie modne i naturalnie pochodzi „z wyboru”, zwykle staramy się nie siadać na rogu stołu. Gdy zdmuchujemy świeczki na torcie, automatycznie myślimy o tym, czego pragniemy. Przydeptujemy zeszyt, zanim podniesiemy go z podłogi, a biedakowi zmierzającemu na egzamin, życzymy „połamania pióra”. Udajemy, że nie dostrzegamy przechodzącej zakonnicy, a kiedy już ewidentnie się z nią zderzymy- pospiesznie robimy obrót o 360 stopni.
Jedne przesądy wróżą szczęście, inne są zapowiedzią pecha. Pierwsze dodają otuchy, drugie napawają lękiem i skłaniają do większej ostrożności. W końcu „strzeżonego Pan Bóg strzeże”, a „losu lepiej nie kusić”. Święta to prawda, bo jak się okazuje, wiele z owych przepowiedni ma wcale niemałe szanse w rzeczywistości się spełnić. Powodem tego jednak nie są wcale liczne znaki na niebie czy ziemi, ale... my sami.
Przyczyną tego zjawiska jest tzw. „ samospełniające się proroctwo” (samorealizująca się przepowiednia). W psychologii termin ten oznacza, że przewidywania dotyczące wydarzeń w przyszłości, są w stanie zmienić ich wynik zgodnie z tym, czego się oczekiwało. Okazuje się, ze sposób myślenia oddziałuje na nas w wielkim stopniu. Ma wpływ na nasze samopoczucie, na to jak postrzegamy świat, jak się w danej sytuacji zachowamy. Jednym słowem- choć może się to z pozoru wydawać niemożliwe- nasze myśli mają moc sprawczą. Podświadomość, jak również stosunek do bieżących spraw - kreuje przebieg i charakter przyszłych wydarzeń. Przykładów można podać wiele. „Na pewno nie poznam na tej wycieczcie nikogo ciekawego”. Masz rację- na pewno. Z góry założyłeś, że nic interesującego się nie wydarzy, a otaczający cię ludzie są nudni i nie warci uwagi. Ucinasz więc wszelkie rozmowy, zamykasz się na nowe znajomości i kontemplujesz w samotności swoją godną pożałowania sytuację. Głowa do góry, masz jeden powód do dumy. Znowu przewidziałeś to, co się stanie. Przepowiednia się spełnia. Innym przykładem może być informacja o tym, że bank ma kłopoty i z pewnością wkrótce splajtuje. Wybucha panika. Klienci pospiesznie wybierają swoje oszczędności. Efekt? Bank upada. Przepowiednia się spełnia...
Nie wierzę w przesądy. Nigdy nie czytam horoskopów i z premedytacją przechodzę pod drabiną. Żyję w zgodzie z kotami, nawet jeśli są czarne, a „siódemka” jeszcze nigdy nie przyniosła mi szczęścia. Kiedy jednak stłukę lusterko, wcale nie jest mi do śmiechu. Zwykle proszę przyjaciół, by trzymali kciuki, kiedy robię coś ważnego. Nigdy nie dziękuję, gdy ktoś życzy mi powodzenia, a czterolistną koniczynkę noszę w portfelu od lat. Mimowolnie uśmiecham się na widok kominiarza... Dziś piątek trzynastego. Najlepiej zostanę w domu...
.
.
.
.