Wybierz lokalizację


Dołącz do nas na FacebookuŚledź nas na TwitterzeZrób zdjęcie i wyślij MMSemWyślij temat!
Newsletter

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz e-mail:

Dane teleadresowe

AWR WPROST
ul. Domaniewska 39a
02-676 Warszawa
tel. (22) 529 11 69
fax (22) 852 90 16
email redakcja@infotuba.pl

Redaktor prowadząca

Elżbieta Majewska

e.majewska@wprost.pl

Gabinet polityczny - praca za "czarną dziwkę"

30 grudnia 2011, 12:09 Komentarzy: 7 | Ocena: 5.00 (4 głosy)

Autor: Marcin Pieńkowski

Nowy rząd, nowe ministerstwa, nowe zaplecza. Gabinety polityczne – sposób wynagradzania „wiernych” pomocników.

Gabinet polityczny - praca za "czarną dziwkę"
Po każdych wyborach przychodzi czas, na powołanie nowych ministrów. Ci z kolei, muszą dobrać odpowiednich ludzi do pomocy. Do obsadzenia jest całkiem sporo stanowisk. O ile w biurach, departamentach czy ścisłym kierownictwie obowiązują jeszcze jakieś zasady merytorycznego doboru pracowników, o tyle gabinet polityczny to już „wolna amerykanka” i autorytarne decyzje danego ministra. Tutaj kompetencje, doświadczenie czy wykształcenie schodzą na dalszy plan. Liczy się tylko zaufanie nowego członka rządu.

Swój gabinet polityczny powołał także nowy minister transportu – Sławomir Nowak. Skromny, zaledwie 3-osobowy. Karolina Kleszcz – szef gabinetu, Jakub Łuczywo – doradca i Michał Klimczak – asystent polityczny. Najciekawszy z całej trójki jest ten ostatni. Asystent polityczny, stanowisko – bądź, co bądź - poważne. Wydaje się, więc, że trzeba coś sobą reprezentować. Ukończyć studia, zdobyć wcześniej jakieś doświadczenie, w końcu legitymować się konkretną wiedzą.

Dzisiaj dowiedzieliśmy się jednak, że wcale nie jest to konieczne. Wykształcenie? Wiedza? Doświadczenie? Nie są to niezbędne cechy najlepszego kandydata na asystenta ministra. Najlepszy przykład - Michał Krzysztof Klimczak – 21 lat, wykształcenie średnie, doświadczenia brak. A nie, przepraszam. Doświadczenie jednak ma. Młodzieżowa Rada Dzielnicy, stowarzyszenie „Młodzi Demokraci” i biuro prasowe Klubu Parlamentarnego PO. I oczywiście wpisy na Facebooku, jak ten z marca 2011 roku: „Czarna dziwko Derby blisko” (pisownia oryginalna). Obecnie student w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW. Nie odbierajmy mu tylko zaangażowania. Pan Michał jest podobno tak oddany w pracy dla partii, że aż zaniedbał swoje, wieczorowe studia.

Nie obwiniajmy jednak tylko młodego Klimczaka. Fakt, że nie ma kompetencji drażni, ale czego możemy wymagać skoro sam minister mówi, że „gabinety polityczne to nie są eksperckie miejsca”. Jak widać, należy przez to rozumieć: „nie musisz nic wiedzieć, nie musisz nic umieć, muszę cię lubić”. Szkoda tylko, że to kłamstwo w żywe oczy. I żadnego problemu nie sprawia weryfikacja tych ministerialnych zapewnień. Już oficjalna strona ministerstwa transportu informuje, że: „Gabinet Polityczny Ministra prowadzi doradztwo polityczne w zakresie działania Ministra, w szczególności: nadzoruje opracowywanie dokumentów (...) i dokonuje (..) oceny merytorycznej(!) materiałów (...)”.

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak taki młodzieniec, bez żadnego pojęcia o drogach, czy kolei ma dokonywać merytorycznej oceny czegokolwiek. Ale ja się nie znam. Swoich pomocników dobiera sam minister i to on ponosi za nich odpowiedzialność. Tylko dlaczego, płacić musimy my, wszyscy podatnicy?

A właśnie, doszliśmy do pensji. „Fakt” informuje, że średnia płaca w gabinecie politycznym ministerstwa transportu wyniosła w ostatnim roku 6300zł(!). Nasz bohater, Klimczak, raczej tyle nie zarabia. „Dziennik Gazeta Prawna” donosi, że asystenci polityczni mogą liczyć na około 3200zł. Wciąż dużo. Jeśli dodamy do tego, że te pieniądze wykłada nie Sławomir Nowak tylko my, podatnicy to nawet bardzo dużo. Większość absolwentów prestiżowych uczelni może pomarzyć o takiej pierwszej pensji. No chyba, że ma się znajomości u Sławka Nowaka. Wtedy studiów nie trzeba nawet kończyć. Panie ministrze, zostały jeszcze jakieś etaty?

Tagi: michał polityczny czarna klimczak dziwko nowak sławomir gabinet blisko transportu komentarz ministerstwo derby

Dodaj do ulubionychWyślij znajomemuZgłoś naruszenie regulaminu

Komentarze (7)

  • 1)
    Józef Czarny

    Józef Czarny30 grudnia 2011, 12:48


    Sporo tu jadu, Panie Marcinie. Ale zrozumiałego. Przypominam sprawę córki Jana Vincenta Rostowskiego, która pracowała w MSZ. A przecież gdzie jak gdzie, ale dostać się do MSZ to lata prób i wyrzeczeń.

  • 2)

    Karol Pancerny30 grudnia 2011, 14:34


    Zgadzam się ze zjadliwością Autora. To nie jest tak, że jedyna dopuszczalna narracja, to ta tworzona ze stołka... ode mnie 5.

  • 3)

    centurion30 grudnia 2011, 15:11


    Do Marcina Pieńkowskiego

    Szanowny Autorze!
    Po prostu świetny tekst! Gratuluję!

    Jak to widać po Twym artykule, znane z czasów PRL metody uzupełniania kadr w oparciu o skrajny nepotyzm i w myśl zasady "mierny, bierny, ale wierny" mają pełne zastosowanie także i III RP, co mnie osobiście nie zdumiewa.
    Pozwolę sobie na "dorzucenie" wzmianki o powszechnie znanym przypadku, liczącej bodaj 25 wiosen córki sławetnego Ryszarda S. która tylko przez knowania zawistnych ludzi nie objęła jednego z dyrektorskich foteli w państwowym gigancie, czyli w "Totalizatorze" SA. A powinna! Bo wbrew Twym "oszołomskim" poglądom, o znaczeniu jakichś tam bzdetów - wiedzy, uzdolnień, praktyki, doświadczenia, tu się Szanowny Autorze geny liczą! Ot co! Tak na marginesie, ale w kontekście, to ciekaw jestem, czy wymieniony przez Ciebie Jakub Łuczywo jest z "tych" Łuczywo?

    Zapewniam Szanowny Autorze, że w "terenie" jest jeszcze gorzej niż w centrali! Niektóre, co bardziej lukratywne stanowiska i posady stały się wręcz dziedziczne w obrębie niektórych rodów, czy miejscowych koterii.

    Poczynając z innej nieco beczki, to stwierdzić muszę, iż w pełni podzielam Twoje stanowcze "veto" w temacie ministerialnych gabinetów politycznych! To jest po prostu jakaś gangrena!

    Skutkiem tejże choroby w Ojczyznie naszej we wszelkich centralnych, państwowych organach oraz ich terenowych "wypustkach" pracuje ok 20 % więcej urzędników niż we Francji uchodzącej na "zachodzie" za kraj szczególnie zbiurokratyzowany! Co więcej Francja to państwo "trochę" większe terytorialnie niż Polska, nawet jeżeli pominiemy wcale niemałe, francuskie terytoria zamorskie. No i jest to kraj zamieszkiwany przez "nieco" większą populację.

    Ale nic to Szanowny Autorze, zapewne nasi umiłowani przywódcy uważają, że stać nas na to, a przecie wszyscy oni "od zawsze" wiedzą lepiej!

    serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    centurion

  • 4)

    Raf30 grudnia 2011, 16:39


    Tania sensacja i mierna manipulacja...
    Sam tytul tych wypocin jest juz manipulacja, ale dalej jest jeszcze gorzej. Na stronie www jest napisane ze biuro prowadzi doractwo i... , a nie ze asystent podejmuje decyzje i doradza ministrowi. Mi wiadomo ze asystent zajmuje sie czyms zupelnie innym, jezeli prezes banku zatrudnia asystenta to nie znaczy ze ten mu doradza, asysten moze np umowic prezesa ze specjalista badz...

  • 5)
    wolfi

    wolfi31 grudnia 2011, 16:23


    Raf (kom nr 4)
    Faktycznie, jeżeli biuro prowadzi "doractwo", to jego poziom jest zapewne wprost proporcjonalny do twojej ortografii. Niestety.

  • 6)

    alna2 stycznia 2012, 11:50


    Zazdrość, czy zwyczajne "wiem lepiej". Przypominam, że to szef decyduje kogo zatrudnia i z kim chce pracować. Jesli nie chodzi o nepotyzm, to kompetencje weryfikuje pracodawca, nie bloger.

  • 7)
    Marcin Pieńkowski

    Marcin Pieńkowski2 stycznia 2012, 12:01


    @alna

    Warto przeczytać cały artykuł. Ze zrozumieniem. Oto cytat:

    "Ale ja się nie znam. Swoich pomocników dobiera sam minister i to on ponosi za nich odpowiedzialność. Tylko dlaczego, płacić musimy my, wszyscy podatnicy?"

    Dobrze wiem kto zatrudnia, wiem też za czyje pieniądze. I kogo - kogoś beż żadnych kompetencji. Research był dobrze przeprowadzony.


RSSArtykuły | Wydarzenia


© 2007 AWR Wprost

Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Janmedia Interactive

Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System