Internetowa wolność słowa... Pod kontrolą
4 września 2009, 17:01 Komentarzy: 0 |
Ocena: 4.33 (3 głosy)
Autor: MagdalenaMips
"Wolnoć Tomku w swoim domku" – każdy z nas zna to przysłowie, milcząco zgadzamy się z jego treścią i szanujemy prawo do wolności "za zamknietymi drzwiami". Co jednak, gdy jakaś rzecz należy właściwie do nas wszystkich, gdy wszyscy ją kształtujemy i tworzymy? Czy ograniczona może być nasza... wolność wypowiedzi w internecie?

źródło: http://www.magazyninternet.pl/
Prześwietlanie poczty?"Policja i służby specjalne chcą, by portale i witryny gromadziły dane o internautach i ich działaniach na potrzeby możliwych śledztw. Służby miałyby dostęp do tych informacji przez 24 godziny na dobę, zdalnie, bez wiedzy i na koszt właścicieli witryn." - alarmowała w połowie sierpnia "Rzeczpospolita". Na przestrzeni tygodni temat powracał, ostatnio jednak przycichł. Kwestia inwigilacji internetowych wypowiedzi użytkowników sieci została (póki co) porzucona. Mimo medialnej i politycznej ciszy warto by jednak zapytać o wolność słowa w internecie – czy faktycznie jest ona nam potrzebna?
Zbawienny śmietnikOd lat mówi się o sieci jako o śmietniku – pełnym informacji, opinii, plików. Wielu internautów narzeka na megabajtowy spam, jaki dostają codziennie na swoje skrzynki lub spotykają w postaci reklam energicznie wyskakujących wraz z otwierającymi się popularnymi portalami. Mimo to korzystamy z internetu. Jest wszak najszybszą drogą komunikacji między osobami, najbardziej efektywną i efektowną. Niekwestionowaną (?) zaletą internetu jest także anonimowość. Pozwala ona zarówno na podnoszenie ważnych, a być może drażliwych czy wstydliwych problemów (np. dotyczących życia intymnego), a poprzez kontakt z innymi użytkownikami może prowadzić do sprawniejszego ich rozwiązania. Brak konieczności podawania podstawowych danych osobistych przy pierwszych kontaktach z pewnością stanowi komfortowe wyjście dla uzależnionych, chorych czy uwikłanych w skomplikowane relacje międzyludzkie.
Dwie strony sieciowego medaluPo pierwsze więc cieszymy się z możliwości swobodnej wypowiedzi. Blogi, powstające coraz to nowe portale społecznościowe, a także dziennikarstwa obywatelskiego to tylko przykłady na pozytywne (bo umożliwiające na nieznaną dotąd skalę rozwijanie miejętności i podtrzymywanie więzi) aspekty wolności słowa w internecie.
Oceniając nieograniczoną wirtualną rzeczywistość trzeba mieć jednak klapki na oczach, by dostrzec tylko jej dobre strony. Doskonale wiadomo, że anonimowość i wolność wychodzącego spod klawiatury słowa sprzyja nazbyt to śmiałym, często wulgranym wypowiedziom internatutów. W sieci łatwiej również obrazić czy pomówić kogoś. W skranych wypadkach internet ułatwia komunikację nie zwykłym, działającym zgodnie z prawem użytkownikom, ale przestępcom. Wiadomo, że wykorzystują oni coraz to nowsze technologie i że dostęp do sieci nie tylko przecietnym obywatelom ułatwia życie. Ochrona danych utrudnia życie policji i służbom śledczym. Czy zagrożenie terroryzmem lub przestępczością jest jednak na tyle duże, aby łamać nasze prawo do wolności wypowiedzi?
Receptą – inwigilacjaNadużywanie zasad korzystania z sieci miałoby być zauważane dzięki propozycji CBA, ABW i policji. Projekt zakłada monitorowanie kont pocztowych, blogów itp. Dane gromadzone przez portale (które na własny koszt miałyby przeprowadzać archiwizację) miałyby być przechowywane przez 5 lat. Dostęp do nich otwierany byłby w razie potrzeb śledczych czy dochodzeniowych. Cała propozycja miałaby zapobiegać bezkarności przestępców sieciowych, ale także pomagać przy śledztwach dotyczących spraw "w realu".
Czasami mniej znaczy więcejOkoło 50% Polaków korzysta z usług internetowych, większość ma swoje konta pocztowe a e-maili używa wymiennie (lub zamiast) poczty tradycyjnej – piszemy do rodziny, znajomych, ale również pracodawców i partnerów biznesowych. Swoje opinie (w tym sympatie i antypatie polityczne, poglądy religijne) często ujawniamy na forach czy podczas rozmów za pomocą komunikatów. Warto zadać sobie pytanie, do czego prowadzić mogłyby nadużycia przy katalogowaniu i przechowywaniu podobnych danych .
Ma Pan prawo na to prawo?Medioznawcy i prawnicy są zgodni co do wątpliwej zgodności postulatów CBA, ABW i policji z obowiązujacymi przepisami. "Istnieje pewna norma demokratycznego świata, którą taka ustawa by łamała. Ta norma przewiduje, że w określonych sytuacjach stwarza się różnym służbom możliwość szybkiego dostępu do takich danych, ale zawsze muszą one pozostawić ślad po tym, że z nich korzystały. Na inne rozwiązania nigdy zgody być nie może" – twiedzi Władysław Majewski ze Stowarzyszenia Internet Society Poland popierającego rozwój Internetu. "Są to zuchwałe pomysły sprzeczne z konstytucją", ocenia Jerzy Naumann, członek naczelnych władz adwokatury.
Mail kontrolowanyMożna przewidywać, że w razie wprowadzenia postulowanego obowiązku monitoroania sieci, wiele firm i instytucji dla swoich witryn poszuka serwerów zagranicznych. Tam będą w stanie zapewnić swym użytkownikom komfort korzystania z usług, a swoim danym – faktyczną ochronę. Wizjonerskie powieści Orwella i Huxleya przywoływane są co raz przy próbach ograniczenia wolności obywateli krajów demokratycznych. Aluzje te oczywiste były jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Polsce, kiedy można było usłyszeć w słuchawce: "Rozmowa kontrolowana". Oczywiście nie ma co deminizować, jednak wolność słowa stanowi jedną z podwalin demokratycznego świata. Mało kto chciałby korzystając ze swojej skrzynki zauważyć wyskakującego nagle pop-upa z komunikatem: "Mail kontrolowany".