Rzeszów. Wielki koncert z udziałem wielkich artystów
6 października 2009, 20:45 Komentarzy: 0
Autor: Henryk Grymuza
„Blackout”, a potem „Breakout”. Któż z nas nie pamięta tej rzeszowskiej formacji muzycznej ?

źródło: H. Grymuza
Blackout”, a potem „Breakout”. Któż z nas nie pamięta tej rzeszowskiej formacji muzycznej ? Jej obecności, miejsca na rodzimej scenie bluesowej i koncertów zatykających dech w piersiach nie da się zapomnieć. Pozostały płyty, te analogowe i te kompaktowe, wycinki z „Non Stopu” i „Nowin” oraz piękne wspomnienia. Bo i świat wtedy był inny. I miłość rozumiano lepiej. Słowem - z muzyką było lżej – w szkole i na prywatkach, w domu i w koleżeńskich rozmowach.
Zakończony w stolicy Podkarpacia cykl imprez i koncertów „Breakout Days” potwierdził, że o formacjach tej miary co „Breakout” mówi się z szacunkiem, estymą i z łezką w oku. Zespół zagrał w Rzeszowie w dawnym składzie, ale bez Miry Kubasińskiej i Tadeusza Nalepy. Tych dwoje gra i śpiewa zapewne w niebiańskiej orkiestrze. Zjawili się natomiast inni wielcy członkowie grupy : wokalista Stan Borys vel Stanisław Guzek, perkusista Józef Hajdasz oraz klawiszowiec „Breakoutu” Krzysztof Dłutowski. Z zespołem zagrał także syn Miry i Tadeusza Piotr Nalepa, który podobnie jak jego nieżyjący ojciec świetnie włada „wiosłem”. W Rzeszowie wystąpił także wokalista Jean Lubera ze swoim zespołem „Nie – bo”. Jego muzycy dali się poznać ze współpracy z tak znakomitymi muzykami jak Robert Gawliński i Artur Gadowski , a także z zespołem „Róże Europy”.
Jak słusznie zauważyła dziennikarka Telewizji Rzeszów „był to jedyny taki koncert zespołu, który reaktywował się na jeden wieczór specjalnie dla rzeszowskiej publiczności”. Warto podkreślić, że w listopadzie 1966 roku w Rzeszowie odbył się ostatni pożegnalny koncert grupy „Blackout”.
W wypowiedzi dla TV Rzeszów Stan Borys powiedział o minionych 40 latach: - „Przez ten cały czas nie miałem styczności z piosenkami „Blackout” oprócz dwóch, które w dalszym ciągu mam w programie. No oczywiście nie sposób wyobrazić sobie mnie idącego ulicą. Nawet, gdy idę sam to wszyscy widzą obok mnie „Annę”.
Ludzie tej miary co S. Borys, J. Hajdasz związany po trosze z Jarosławiem, i K. Dłutowski oraz nieżyjący członkowie zespołu zawsze znajdować będą należne miejsca w naszych sercach.
Henryk Grymuza
Fotografia nie pochodzi z koncertu. Stanowi jedynie ilustrację do powyższego tekstu