Tytułowe zdanie zapewne wzbudziłoby niemałe zdziwienie, gdyby padło z ust przeciętnego, narzekającego ciągle na szarą rzeczywistość Polaka. Co innego, gdy wypowiada je reporter z wieloletnim stażem, którego doświadczenia w różnych zakątkach świata pozwoliły mu na docenienie „własnego ogródka”. Swoje cenne reporterskie spostrzeżenia przekazuje nam w najnowszej książce „Rok reportera” Piotr Kraśko, znany dziennikarz i prezenter telewizyjny. Publikacja trafiła do rąk czytelników 19 marca, natomiast 2 kwietnia mieli oni okazję dowiedzieć się więcej o opisywanych wydarzeniach „z pierwszej ręki” – podczas wieczoru autorskiego w warszawskiej księgarni Traffic Club.

źródło: wikipedia
Tytuł książki może być nieco mylący – nie opisuje ona bowiem zajść z ostatnich 12 miesięcy, lecz z 12 lat reporterskiej pracy Piotra Kraśki. Autor zaczął swoją pierwszą misję w wieku 25 lat i od początku musiał zmierzyć się z dużym wyzwaniem – został wysłany do Ruandy i Kongo w 1996 – a więc w apogeum wojny etnicznej między plemionami Tutsi i Hutu. Wydarzenia w Afryce – gdzie Kraśko stawiał pierwsze kroki jako reporter – są tematem pierwszego rozdziału jego najnowszej publikacji. W kolejnych Kraśko zabiera czytelnika w podróż po miejscach, które były świadkami najbardziej dotkliwych kataklizmów i wojen minionej dekady– Zachodni Brzeg w Izraelu, Autonomię Palestyńską, Liban, Tajlandię po przejściu Tsunami oraz Stany Zjednoczone w chwili uderzenia kolejnych huraganów. Skąd więc tytuł „Rok reportera”? „- Za każdym razem, gdy zdawałem relację z jakiegoś tragicznego wydarzenia, było upalne lato. W końcu te wszystkie lata zaczęły zlewać się w jedno, w jeden długi „rok reportera”” – wyjaśniał zgromadzonej publiczności autor.
Cechujący się na antenie chłodnym profesjonalizmem dziennikarz okazał się „na żywo” bardzo wyluzowany i bezpośredni. Na pytania widowni, również te dotyczące jego osobistych emocji związanych z pracą reportera i początków kariery w telewizji, odpowiadał chętnie i wyczerpująco. Choć trudno w to uwierzyć, o sukcesie Kraśki nie zadecydowały jego determinacja i ambicja, lecz zwykły przypadek. W na początku lat 90., jeszcze podczas studiów na wydziale Wiedzy o Teatrze, Kraśko otrzymał od kolegi z roku propozycję wspólnego poprowadzenia programu life style’owego o rozrywkach warszawskiej młodzieży, który okazał się właśnie początkiem jego wielkiej kariery w telewizji. Od 1996 r. był już czołowym korespondentem TVP w różnych zakątkach świata, zaś w 2005 przeniósł się do Waszyngtonu, gdzie objął po Mariuszu Maxie Kolonko posadę korespondenta ze Stanów Zjednoczonych. Obecnie jest prezenterem „Wiadomości” i - co udowodniły jego wcześniejsze książki „Kiedy świat się zatrzymał” oraz „dyskretny urok wystąpień publicznych” – jednym z najbardziej poczytnych autorów.
W kameralnej atmosferze Kraśko opowiadał o kulisach swojej pracy. Nie były to jednak zwyczajne wspomnienia z podróży: „- Szczególnie pamiętam pewną scenę ze szpitala w Bejrucie, gdzie pracowaliśmy w 2006 r. Na sali leżała dziewczynka, która z daleka sprawiała wrażenie zdrowej. Dopiero gdy podeszliśmy bliżej, okazało się, że ma amputowane nogi. Obok leżał jej ojciec, również bez nóg. Miał 34 lata i przed wojną był taksówkarzem. Zadał mi wtedy retoryczne pytanie: „Jak myślisz, co ja teraz będę robił?””
Podczas wieczoru autorskiego Piotr Kraśko opowiadał również o wydarzeniach nieopisywanych w jego najnowszej książce, jak transmisje z Kijowa podczas pomarańczowej rewolucji, czy z Watykanu po śmierci Jana Pawła II. Nie zabrakło także refleksji nad misją dziennikarza i reportera. O pracy w telewizji Kraśko mówił z przymrużeniem oka: „panuje tam taki chaos i bałagan, że dla mnie jest to cud, że to się wszystko udaje”. Na przykład takiego „cudu” przytoczył anegdotę o transmisji ze Stanów Zjednoczonych podczas huraganu „Katrina”. Aby relacja na żywo była w ogóle możliwa, ekipa musi rozłożyć pokaźnych rozmiarów talerz satelitarny, znajdujący się na dachu wozu transmisyjnego. „-W czasie silnego wiatru taki talerz działa jak żagiel – gdyby akurat wtedy zaczęło mocniej wiać, samochód zostałby zwyczajnie uniesiony w powietrze.” -wyjaśniał.
Na pytanie, czy w zawodzie reportera możliwe jest zachowanie obiektywizmu, Kraśko odpowiedział szczerze: „nie bardzo”. Reporter, według autora, nie może zupełnie zdystansować się do swojej pracy i odciąć od towarzyszących niecodziennym wydarzeniu emocji. Podobnie jak jego rola w obecnych czasach nie ogranicza się jedynie do przekazywania informacji, lecz wymaga także objaśniania widzowi rzeczywistości, pomagania w tworzeniu własnych sądów. Często w gestii dziennikarza leży, po której stronie konfliktu opowie się opinia publiczna. Choć sam przyznał, że jego postawa bywa niekiedy daleka od obiektywizmu, Kraśko wspomniał także sytuację, w której udało mu się na szczęście przeciwstawić powszechnej euforii i zdystansować od nastrojów tłumu
„- Ukraińcy nigdy tak nie kochali Polaków, jak podczas Pomarańczowej Rewolucji w 2004 r. Widząc, że jesteśmy z Polski, dosłownie podchodzili, ściskali nas i całowali. Traktowali wtedy nasz kraj jako symbol demokracji i wolności. Jednak słyszeliśmy także głosy: „nie wierzcie, że jest to jakaś „Pomarańczowa Rewolucja”. To jest pałacowa rewolucja.” Wielu ludzi przypinało sobie wtedy do ubrania –na znak solidarności z Wiktorem Juszczenką - pomarańczową wstążeczkę. Pamiętam, że my ich w końcu nie założyliśmy…Widząc, co dzieje się dzisiaj na Ukrainie, jestem szczęśliwy, że udało nam się wtedy opanować emocje i nie stanąć pochopnie po żadnej ze stron.” - mówił Piotr Kraśko.
Chociaż często przychodziło mu pracować w warunkach bezpośredniego zagrożenia, dziennikarz opowiadał, że zwyczajnie nigdy nie odczuwał strachu. „Do odgłosów wybuchających nieopodal bomb można się szybko przyzwyczaić” – mówił, przekonując jednocześnie widownię, że żyjemy „w naprawdę wspaniałym miejscu na ziemi”. I chociaż tytułowe zdanie nie jest głównym przesłaniem „Roku reportera”, być może książka Piotra Kraśki pomoże niektórym w nie uwierzyć i spojrzeć na własne problemy z większym dystansem.